Wyprawa po Piękną Piekarzową


Marcel Pagnol, Żona piekarza, Wydawnictwo Esprit 2010.

Porzucę na chwilę reklamowanie zapomnianych klasyków, aby zareklamować klasyka, który jeszcze nie zdążył u nas zagościć. Zachęcony bowiem Chwałą mojego ojca czym prędzej sięgnąłem po Żonę piekarza i nie zawiodłem się, choć to książka o zupełnie innym charakterze.
Niewielki tomik z ilustracją Sempego na okładce zawiera bowiem scenariusz do filmu, który Marcel Pagnol nakręcił w 1938 roku. Historia jest prosta. W małym miasteczku piekarz wypieka doskonałe pieczywo, młoda piękna piekarzowa zasiada za ladą sklepiku. Przystojny pasterz odbiera zamówiony chleb, następuje wymiana spojrzeń i nagle bach! Piekarzowa ucieka z młodzieńcem, pozostawiając starszego od siebie męża z piętnem rogacza. Zdradzony małżonek szuka połowicy, usiłuje zracjonalizować jakoś jej zniknięcie, by nie dopuścić do siebie myśli o tym, że ukochana okazała się niewierna. Nieobecność żony działa na niego przygnębiająco, zaniedbuje się w pracy, a wreszcie w ogóle przestaje wypiekać. Tylko powrót piekarzowej może przywrócić mu chęć do życia, a mieszkańcom zapewnić świeży chleb.
W obliczu perspektywy przywożenia pieczywa raz na kilka dni z dość odległego sąsiedniego miasta mieszkańcy zwierają szeregi. A przecież niektórzy z nich od pokoleń ze sobą nie rozmawiają. Proboszcz i nauczyciel traktują się z ironicznym chłodem, sąsiedzi pielęgnują zamierzchłe wendety, mimo iż zupełnie nie pamiętają o co poszło, a markiz rozpustnik budzi oburzenie dewotek. Jednak tylko wspólna wyprawa po niewierną piekarzową może wrócić im chleb powszedni. Kapitalna jest scena podziału na patrole, które mają się rozejść w cztery strony świata i szukać kochanków. Kapitalna jest scena, gdy nauczyciel niesie przez bagna plebana na własnych plecach do kryjówki pasterza i piekarzowej. Doskonała wreszcie jest finałowa scena między zdradzonym piekarzem a skruszoną żoną.
Całość leciutka, skrzy się humorem i można sobie tylko wyobrażać, że efekt filmowy jest jeszcze lepszy, bo dochodzi gra fizjonomii, spojrzeń i gestów, czego nieliczne didaskalia nie mogą zastąpić. Może Wydawnictwo Esprit pomyślałoby o edycji de luxe z załączoną płytą z filmem? W obliczu całkiem niezłych wyników sprzedaży gra chyba byłaby warta świeczki.
Dziękuję Wydawnictwu Esprit za przesłanie książki.

PS. Odnoszę wrażenie, że gadżet do przeprowadzania ankiet szlag trafił i przepadła gdzieś połowa głosów. Wyniki pamiętam i uwzględnię, a następną ankietę przeprowadzę w jakiś mniej odhumanizowany sposób.

Tagi . Pobierz permalink. RSS dla tego wpisu.

26 odpowiedzi do: Wyprawa po Piękną Piekarzową

  1. Nie czytałam jeszcze, więc z Tobą nie podyskutuję- natomiast fakt- w ankiecie się jakby nieco pozmieniało:).

    OdpowiedzUsuń
  2. zacofany.w.lekturze27 stycznia 2011 14:16

    Nieznajomość z Pagnolem sugeruję czym prędzej przekształcić w zażyłość:) Na bezduszny automat nie poradzę, może mu się nie spodobała perspektywa zwycięstwa "Chłopca w pasiastej"?:P

    OdpowiedzUsuń
  3. A, a ja myslałam, że mi się coś pomyliło. Też miałam wrażenie, że głosów już miałam ponad setkę a tu marne 80 zostało. Nie rozumiem.
    Mogłabym u Ciebie jeszcze raz kliknąć, ale nie ma takiej możliwości - już zostałam odhaczona.

    A książkę Pagnola czytałam w wakacje - rozczuliła mnie:)))

    OdpowiedzUsuń
  4. O tak, to wyborna lektura :) Lekka, jakby zwiewna wręcz, a jednocześnie niegłupia i wciągająca :) A na dodatek świetnie napisana. Żal mi było piekarza, żal mi było piekarzowej. A reprezentanci mieszkańców miasteczka to ciekawe typki, nie ma to tamto ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zamiast ankiety może rozpisz konkurs: "Którą książkę powinienem przeczytać?" Sięgniesz po tę, którą wskaże autor najbardziej przekonującego uzasadnienia.

    Z tych ankietowych i tych, co Ci tam w górze migają, w pierwszej kolejności wzięłabym "Gottland" ("kawał porządnego reportażu", jak to mówią), "Stulecie chirurgów" (można potem straszyć znajomych opowieściami medycznymi sprzed ery eteru), Szałamowa "Opowiadania kołymskie" (bo tak), Adinę Blady-Szwajgier (sama jeszcze nie czytałam, ale czytam wszystko z okolic Edelmana, więc i to zamierzam), "I była miłość w getcie" (bo trzeba), Żywulską (patrz nawias wcześniej), Sue Townsend (bo śmieszna), "Archipelag Gułag" (bo to w sumie podstawa). Mam również wskazać te, które można sobie darować, czy wolisz samodzielnie się rozczarować? ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. A recenzja bardzo treściwa, właściwie wystarczy za przeczytanie książki. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. @ Joanna: to widzę, że jaki pad globalny nastąpił. Zawsze to jakaś pociecha, że nie cierpię samotnie nad zniweczoną ankietą:P
    @ agawa79: rozczarowania wolę zawdzięczać sobie. "Gottland" niedawno skończyłem, bo nie miał szans w ankiecie, i właśnie przetrawiam jak pyton; Szałamow to będzie powtórka po latach, Żywulska też (czytałaś "Pustą wodę"?). Townsend po polsku mi nie podeszła, podejrzewam, że została zabita w tłumaczeniu i chcę się przekonać:P Szwajgier się boję, bo mnie ostatnio rozwalają takie historie o dzieciach.

    OdpowiedzUsuń
  8. A widzisz, bo tak to jest właśnie z ankietami ilościowymi; przejdzie najpopularniejsze, a nie najlepsze. "Pustą wodę" czytałam, Townsend po polsku w ogóle nie znam i nie wiem, o co chodzi z niedobrym tłumaczeniem. :)

    "Wiera Gran" nie jest zła, tylko to jest w dużym stopniu książka o Tuszyńskiej i jej rozdrapach - w zbyt dużym.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mogę czytać i najpopularniejsze, każdym system jest dobry, żeby się przebić przez zaległości:)
    Uu, nie jestem pewien, czy mnie rozdrapy Tuszyńskiej interesują, się zobaczy:P

    OdpowiedzUsuń
  10. Zauważyłem, a już prawie wysmażyłem piękną notkę ociekającą jadem i planowałem zakończyć zabawę:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam tę książkę w czasie około wrześniowym i zachwyciło mnie całe ciepło w niej dominujące :) Świetna recenzja, Duchu!

    OdpowiedzUsuń
  12. Recenzja piękna, natomiast przeczytania książki nie zastąpi. A warto, gdyż jest w niej duch Francji, mentalność ludzi, jakże inna od polskiej.
    Jako, że jest to z założenia scenariusz, tekst jest zbiorem dialogów. A te są tak smakowite, że zupełnie nie zauważyłam braku całej reszty, z ewentualną płytą włącznie. Czytałam, zaśmiewałam się, a przed oczami miałam obrazy.
    Ciepła, ludzka historia, opowiedziana przepięknym językiem. Od 6 miesięcy jestem pod jej urokiem :-)
    A za sprawą "Żony piekarza", kupiłam książki autobiograficzne Marcela Pagnola, czyli w odwrotnej kolejności.

    Od czasu, gdy przeczytałam tę książkę mojemu mężowi na głos, kiedy trafi się zbyt mocno podpieczony chleb, pojawia się komentarz, że żona piekarza znowu uciekła z kochankiem, a biedak zaspał w dzieży :-)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Pani_Wu: tak czytam tę recenzję i faktycznie pojechałem ze streszczaniem, ale akurat nie w fabule urok tej książki. Dziękuję Ci za obszerną wypowiedź, myślałem, że do tych prehistorycznych notek nikt już nie zagląda i nawet mi trochę szkoda było:) Skoro Żona piekarza Cię aż tak oczarowała, to co dopiero autobiografia:)

    OdpowiedzUsuń
  14. (nie taki znowu) Zacofany w lekturze - autobiografia przede mną, a nie wiem za co się brać, tyle książek za nią i przed nią na półkach :-)
    W jaki sposób tutaj zajrzałam? Nie zawsze patrzę "co nowego", ale także co na temat tej lub innej książki ktoś napisał, a mnie akurat owa pozycja wpadła w łapki. Tropem była zabawa Jeden dzień. W swoim opisie dałeś linki, a akurat ta książka ciągle jest mi bliska. Czytałam ją mężowi podczas urlopu nad morzem i to były wspaniałe chwile :-)
    Mam nadzieję jeszcze nie raz pogrzebać w Twoich archiwach :-) Choćby po to, żeby popatrzeć jak napisać piękną recenzję, bo moje są...takie sobie. No, ale każdy kiedyś zaczynał, prawda?
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  15. Pani_Wu: na tę ohydną pogodę tylko Pagnol:) I zapraszam częściej w odwiedziny, zawsze mi miło, jak wpada ktoś nowy:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Usiadłam wczoraj i przeczytałam :) I ani się spostrzegłam, kiedy dotarłam do ostatniej strony. Wiedziałam, że to już nie będą wspomnienia i bałam się, że mi się nie spodoba. Ale spodobało mi się - piekarz rozegrał tę sytuację po mistrzowsku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę :) I za to lubimy literaturę francuską (no większość:P).

      Usuń
    2. Ja lubię, a piekarza to już w ogóle! (chociaż już się bałam, że piekarzowej ujdzie na sucho)

      Usuń
    3. A gdzie damska solidarność? :DD

      Usuń
    4. A! Widzisz jak się umiem wczuć w to, co przeżywa mężczyzna? :P
      Damska solidarność w takiej sytuacji dla mnie nie istnieje :D

      Usuń
  17. :-))) Mniejsza o piekarza i piekarzową, ale chleba zabrakło! Kiedy widzę na półce przypieczony chlebuś, to zaraz wyobrażam sobie piekarza drzemiącego w dzieży :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby nie ten niedobór chleba, to pewnie nikt by piekarza nie pożałował:P

      Usuń
    2. By się wzięli i sami upiekli, to nie... :P

      Usuń
    3. Leniwe towarzystwo, woleli po tych bagnach zasuwać:P

      Usuń

Swoje komentarze proszę zostawiać na nowej stronie bloga: http://zacofany-w-lekturze.pl/, tam na pewno na nie odpowiem.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Obserwatorzy

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.