W krainie lentilków

Mariusz Szczygieł, Gottland, Wydawnictwo Czarne 2010.

W połowie lat osiemdziesiątych kilkunastoletniemu przybyszowi z Polski  Czechosłowacja jawiła się jako coś w rodzaju wielkiego sklepu ze słodyczami. W wiejskim sklepiku niedaleko obozu pionierskiego, w którym mieszkała nasza grupa kolonijna, było chyba więcej rodzajów czekolady, niż widziałem w życiu, a lentilki nie stanowiły rarytasu pokątnie szmuglowanego do naszych przaśnych warzywniaków. Naiwna młodość dziwiła się: czemu tu może być wszystko, a u nas nie ma nic? Nikt nie wypowiadał tego pytania na głos, a gdyby nawet to zrobił, to pewnie i tak nie usłyszałby odpowiedzi. Nikt z nas też nie zaglądał za kolorowe fasady, nie wnikał, co tak naprawdę zakrywają pełne sklepowe regały.
Pokazał to Mariusz Szczygieł. Życie w Czechosłowacji od zaplecza, od podwórza, gdzie rzuca się na stos niepotrzebne kartony po lentilkach. I niepotrzebnych ludzi. Tych, którzy nie pasują do kolorowej bajki o Arabelli, tych, którzy nie zgadzają się, żeby kobieta za ladą rzucała im smakowite kąski w zamian za milczenie, tych, którzy w szpitalu na peryferiach nie chcą nakładać workowatych ochraniaczy, żeby nie zbrukać błyszczącego linoleum. Lida Baarova, gwiazda kina, która miała to nieszczęście, że zwrócił na nią uwagę Adolf Hitler. Marta Kubisova, piosenkarka, która miała nieszczęście nagrać piosenkę do serialu realizowanego przez państwową (bo przecież innych nie było) telewizję, piosenka zaś niespodziewanie stała się hymnem praskiej wiosny. Otakar Svec, rzeźbiarz, który nieopatrznie wygrał konkurs na monumentalny pomnik Stalina, a potem musiał patrzeć, jak partyjni biurokraci masakrują jego dzieło w imię sojuszu z bratnim Związkiem Radzieckim. Tacy jak oni mieli zostać „zamilczani na śmierć”, mówiąc słowami Pavla Kohouta, pisarza, którego władza też się pozbyła, zmuszając do emigracji (Szczygieł wspomina o jego Kacicy – a to jedna z najlepszych powieści, jakie czytałem).
Książka zaczyna się mocnym uderzeniem – dziejami rodu Batów, potentatów obuwniczych. Można tylko przecierać oczy ze zdumienia, czytając o rozwoju firmy i wpływie, jaki wywierała na życie pracowników, na życie całego miasta. Niesamowity rozmach batyzmu (coś w rodzaju obuwniczego faszyzmu) naprawdę robi wrażenie. Już ten tekst sprawiłby, że Gottland warto przeczytać. Ale to nie koniec. Potem mamy Tylko kobietę (o Baarovej) z genialnym podsumowaniem dojścia Hitlera do władzy:
W tym czasie władzę w sąsiednich Niemczech władzę absolutną zdobywał mężczyzna, który [...] najbardziej był wdzięczny swojemu ojcu za porzucenie pospolitego, wiejskiego nazwiska Schicklgruber.
To jasne.
Pozdrowienie „Heil Schicklgruber” byłoby zbyt rozwlekłe.
Oraz historię praskiego pomnika Stalina i jego twórcy, piosenkarki Kubisovej, której karierę zakończyło oskarżenie o występ w duńskim filmie pornograficznym, czy opowiadane równolegle życiorysy Jaroslavy Moserowej, specjalistki od leczenia oparzeń, która w 1969 roku zajmowała się Janem Palachem (dokonał samopodpalenia w proteście przeciwko interwencji wojsk Układu Warszawskiego i apatii społeczeństwa Czechosłowacji), i Zdenka Adamca, który w 2003 roku powtórzył jego dramatyczny czyn w tym samym miejscu w centrum Pragi – w proteście przeciwko bezdusznemu systemowi i zakłamaniu polityków. Nie umiem wskazać tekstu, który zrobił na mnie największe wrażenie. Podczas lektury myślałem, że już znalazłem ten jeden najlepszy, po czym okazywało się, że kolejny też robi ogromne wrażenie, a potem jeszcze następny. Czechosłowacja okazywała się nie wielkim sklepem ze słodyczami, lecz gigantyczną miodową pułapką. Na pozór było słodko, ale miód oblepiał szczelnie, żeby nikt nie mógł ulecieć, i zaklejał usta, żeby nikt nie protestował. Bohaterka jednego z reportaży stwierdziła wprost: „Uświadomiłam sobie, że szpital dla psychicznie chorych jest w Czechosłowacji jedynym normalnym miejscem, bo wszyscy mogą tam bezkarnie mówić, co naprawdę myślą”.
Zastanawiam się, czy znajdzie się cudzoziemiec, który napisze podobną rzecz o Polsce i Polakach. A może już się znalazł, tylko ja w zacofaniu swoim zdołałem go przegapić?
PS. Wiem natomiast doskonale, które z zamieszczonych w książce zdjęć podoba mi się najbardziej. Stadion. Długie szeregi dziewczyn kostiumach gimnastycznych, zziębniętych, trochę znudzonych oczekiwaniem na rozpoczęcie pokazu. I wszystkie w identycznych butach. Długie szeregi Czeszek w czeszkach.

Tagi , . Pobierz permalink. RSS dla tego wpisu.

19 odpowiedzi do: W krainie lentilków

  1. Skończyłam czytać dwa dni temu. Gdybym musiała wybrać to jedno opowiadanie to chyba była by to historia Marty Kubisovej. Ale mnie uderzyło w tej książce coś innego - pomimo, że już sporo lat minęło od upadku komunizmu ludzie nadal się boją mówić o tamtych czasach...

    A przy okazji - ja mam inne "słodkie" wspomnienie z naszymi południowymi sąsiadami - czekolada "Studentska"... Pyszota:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdyby mi ktoś przyłożył pistolet do głowy, to też bym wskazał Kubisovą. Ale wiele uroku ma też koncepcja przeniesienia całej Czechosłowacji do Urugwaju czy Paragwaju:P
    Z czekolad pamiętam tylko, że te czekoladopodobne miały papierki z lalkami:P

    OdpowiedzUsuń
  3. No i przepadło. Jeżeli do tej pory bym nie uległa chęci przeczytania "Gottlandu", to teraz już na 100%. Kwettia tylko - kiedy dokładnie to będzie.

    Do dyskusji tematycznej - w związku z powyższym - aktualnie nie dołążę cegiełki. Polecam jednak kolejną książkę: "Zrób sobie raj". Inne spojrzenie na ten naród, trochę związane z poprzednim ustrojem, ale już nie do końca. Tutaj Bóg (lub jego brak ;p) gra duuużą rolę. Fascynująca lektura!

    A w Czechosłowacji nie byłam, więc wspomnień tak barwnych nie mam ;p Najbarwniejsze wspomnienia to Pewex ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. "Raju" też nie odpuszczę. Czechosłowację zaliczyłem dwa razy i nawet NRD mam na koncie, za to w Peweksach nie bywałem:P

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja w Czechosłowacji też nie byłam, ale siostra mojej mamy mieszkająca w Nowym Targu przywoziła nam tamtejsze słodycze jak przyjeżdżała z wizytą do rodziny. Pierwszą podróż w tamte rejony zaliczyłam już po rozpadzie tejże, a i to byłam tylko na Słowacji. Złota Praga cały czas przede mną:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo zachęcająca recenzja. Choć mnie akurat zachęcać nie trzeba, bo "Gottland" już leży w okolicach wierzchu stosika do przeczytania. Na pewno niedługo sięgnę, bo w czytaniu mam zastój (czytam kilka grubych książek na raz), a Szczygła się pochłania.

    "Zrób sobie raj" już przeczytane i jestem na etapie wypisywania cytatów. Ręka mnie boli... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja się ograniczyłem do zaznaczania ołówkiem na marginesach, czego nie robiłem od lat:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dołączając do głosów pochlebnych książce, polecam również (podobnie jak w przed-komentarzach) "Zrób sobie raj". A moje ulubione opowiadanie to te o pomniku (niestety nie pamiętam tytułu). :)

    OdpowiedzUsuń
  9. O, tak, cytatów można wynotować mrowie. Chociaż je generalnie nie notuję, tylko zaznaczam "przyklejańcami". Ale i to już przestałam robić w tym przypadku, bo zaraz mi się skończą karteczki, a nie zaopatrzyłam się w kolejne opakowanie ;)

    PS. A Lentilki to był swojego czasu hit hitów dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Prawdziwych lentilków to już chyba nie ma? Jakieś podróbki w hipermarkecie widziałem tylko, ale to nie to:(

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetna recenzja! Mnie najbardziej podobał się chyba reportaż o pochodni. Wspaniała ksiąka. Ja wyrosłam na lentilkach, sudentskiej, przy kreciku i w jaromirkach (czyli czeszkach).

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetna recenzja:) jestem tu po raz pierwszy i nieźle uśmiałam się z Twojego wstępu. Marzę niemal o tym samym:))) pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  13. Czyli marzysz o nieograniczonym dostępie do lentilków? :PP

    OdpowiedzUsuń
  14. Raczej o emeryturze jako nieograniczonym czasie na czytanie (zgaduję!).

    OdpowiedzUsuń
  15. Będę się wdzięcznie rumienił:)

    OdpowiedzUsuń
  16. To jest kropka nad i. Musze te ksiazke przeczytac! Choc przyznam sie, ze kiedy pierwszy raz o niej uslyszalam, a wlasciwie tylko jej tytul to myslalam, ze to o szwedzkiej Gotlandii jest ;D

    OdpowiedzUsuń

Swoje komentarze proszę zostawiać na nowej stronie bloga: http://zacofany-w-lekturze.pl/, tam na pewno na nie odpowiem.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Obserwatorzy

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.