Krwawy kisiel z anioła, alleluja!
(Marta Kisiel, „Dożywocie”)



Znaleźć w dzisiejszych zdegenerowanych czasach śmieszną książkę jest trudniej niż wygrzebać brylant w kaszance. Kiedy więc trafię na coś, co rekomendowane jest już choćby jako zabawne, to nie mogę się oprzeć pokusie. Zdobywam i czytam. W przypadku Dożywocia Marty Kisiel odgłosy zachwytu dobiegały z wielu stron, a najgorętszą orędowniczką Lichotki była Matka Chrzestna tego bloga, zakochana wręcz w pewnym zasmarkanym aniele.

Nawet po podzieleniu tych zachwytów przez dwa uznałem, że warto zaryzykować. Wyłączyłem na wszelki wypadek co czulsze receptory i rzuciłem się w lekturę. Powiem szczerze: do piętnastej strony włącznie miałem uczucie, jakby autorka próbowała w każdym zdaniu ukryć petardę humoru, a uzyskała jedynie rosnący stos niewypałów. Na szczęście od strony szesnastej akcja ruszyła z siłą wodospadu, ja zaś najpierw zacząłem się uśmiechać, potem śmiać, by wreszcie rechotać sobie w głos, co – i niech to będzie największym komplementem dla książki – nie zdarzyło mi się od lat. Fabuły streszczał nie będę, zrobiło to kilka osób wcześniej. Bohaterów też pozwolę sobie nie przybliżać. Kto czytał, to wie, kto nie czytał – niech nadrabia zaległości. Wbrew chyba jednak większości recenzentów mnie najbardziej ujął potwór z głębin odwiecznego zła, czyli Krakers. Gdyby podobne monstrum z talentem kulinarnym szukało przytulnej spiżarni, to zapraszam.

Ubawiłem się setnie, chociaż stłamszone receptory dawały od czasu do czasu znać o sobie, popiskując coś w rodzaju: „Ja to już chyba gdzieś czytałem”. I nie chodzi mi tu o fabułę, ale o poszczególne zwroty i powiedzonka. Marta Kisiel, moim zdaniem, nasiąkła stylem Joanny Chmielewskiej i teraz – miejmy nadzieję, że bezwiednie, tak jak średniowieczni teolodzy, którzy automatycznie niejako pisali językiem Biblii – wykorzystała go we własnej twórczości. Nie robię jej z tego zarzutu, w końcu jeśli się na kimś wzorować, to na najlepszych. Liczę jednak, że dopracuje się bardziej indywidualnego stylu, alleluja. Wielki plus za odgrzebanie znanej mi tylko z poradników językowych uroczej odmiany czasownika w rodzaju nijakim. Zastanawiałem się, po co komu forma „wzięłom” i teraz już wiem: powstała specjalnie z myślą o bezpłciowych przecież aniołach.
Marcie Kisiel dziękuję za kilka godzin bezpretensjonalnej zabawy. Czekam na kolejną powieść, a Dożywocie przeczytam ponownie, jeśli tylko uda mi się je wyrwać zaśmiewającej się małżonce.

PS. Obiecałem Matce Chrzestnej, że napiszę krwawą recenzję, ale przecież nie mogę kopać anioła. Nawet bamboszkiem. Niech więc przynajmniej tytuł sugeruje, że próbowałem chociaż przez chwilę nie poddawać się urokowi książki.

Marta Kisiel, Dożywocie, Fabryka Słów 2010.

Tagi , . Pobierz permalink. RSS dla tego wpisu.

19 odpowiedzi do: Krwawy kisiel z anioła, alleluja!
(Marta Kisiel, „Dożywocie”)

  1. Ołłł jeeeaa! I cóż, wtórnie zaśpiewam: ja wiedziałam, że tak będzie ;)

    "Dożywocie" za swym cudownym ciepłem, poczuciem humoru, swojskością, przytulnością podbiło mnie na amen, ale to już opisałam w linku przez Ciebie podanym
    A teraz bardzo, ale to bardzo cieszę się, że podobało się Tobie i Twej Szanownej Małżonce :D

    Z domowych stworów to ja bym chciała kombinację Licho + Krakers. Wyobraź to sobie: błyszczący z czystości dom i smakowite dania, a Ty sobie siedzisz i czytasz :D

    Jestem niezmiernie ciekawa, co będzie dalej? W sensie - w którym kierunku pójdzie autorka. Muszę chyba zajrzeć na pewne forum, na którym się udziela, może jakieś wycieki były... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bo my, z Małżonką, to za wesołą książkę dużo damy:) A ewentualnymi przeciekami się podziel, mam szczerą nadzieję, że autorka nie będzie eksploatować Licha i spółki, tylko wymyśli coś zupełnie nowego:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie skorzystałam z promocji na selkarze i zamówiłam tę książkę:)

    OdpowiedzUsuń
  4. O proszę, maniactwo zatacza coraz szersze kręgi :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Anno - czekam niecierpliwie więc i na Twoją recenzję :) Niech "Dożywocie" zatacza coraz szersze kręgi i rozśmiesza kolejnych ludzi :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Też chcę się pośmiać i na książkę poluję od dawna. Ale wszyscy piszą tylko pochlebne recenzje i książka wcale nie tanieje:(

    OdpowiedzUsuń
  7. Teraz to już marne szanse, żeby wylądowała na taniej książce, więc lepiej chyba kupić od razu. Drugie wydanie będzie w twardej oprawie i półskórku:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Złocone brzegi i tytuł? Nie strasz, bo się złamię, a od wczoraj mam mocne postanowienie, że przez przynajmniej miesiąc żadnej książki nie kupię:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tytuł dodatkowo wytłaczany:) Najpierw kup, a postanawiać będziesz od piątku:P

    OdpowiedzUsuń
  10. Kolejna udana książka fantasy autorstwa kobiety! :) Tym razem "w obawie przed odstraszeniem potencjalnych czytelników damskim imieniem na okładce" nie kazano autorce podpisać się M. Kisiel. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. @Lirael: A wiesz, że nawet przez chwilę nie
    pomyślałem, że to powieść fantasy? Normalnie wchłonąłem jak obyczajową powieść i nawet się zastanowiłem, czemu Fabryka Słów to wydała, przecież to żadna fantastyka:) Ot, co znaczy siła sugestii:D

    OdpowiedzUsuń
  12. Istotnie, Marta Kisiel Licha eksploatować nie będzie, tylko pójdzie w inną stronę. Z jednej strony trochę żal, a z drugiej ciekawość zżera, jaka to będzie strona.
    Podpisano:
    Wierna fanka Lichotki z przyległościami. Alleluja.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ach, doszło do mnie Dożywocie i kilka innych książek, jejku, ajk się cieszę. Mam nadzieję, że się nie zawiodę, spodziewając się zbyt dużo...

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja miałem wyśrubowane oczekiwania tymi zachwytami powszechnymi i jakoś dało radę:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Sądziłam, że o tej książce nie słyszałam dotychczas nic, ale okazało się, że siostra coś o tam o niej marudziła. Tylko ze mnie średnio uważny słuchacz :P
    A zmierzam do tego, że po Twojej notce widzę ją wszędzie: kupowaną, ocenianą, bestselerową i rozchwytywaną. Zmowa jakaś? ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. zacofany.w.lekturze14 marca 2011 21:20

    Pewnie że zmowa:) Cała blogosfercia liczy na dowody wdzięczności ze strony autorki i wydawcy:DD

    OdpowiedzUsuń
  17. Melduję, że po nocnych koszmarach o złoceniach i tytułach wytłaczanych w półskórku książkę kupiłam. Jak ulegać, to przynajmniej niech będzie ekonomicznie, więc dodałam jeszcze 3 inne książeczki, żeby się przesyłka rozłożyła:)I już nic nie postanawiam, bo im bliżej końca miesiąca, tym mniej pokus wokoło:)

    OdpowiedzUsuń
  18. zacofany.w.lekturze16 marca 2011 22:40

    Słusznie, należy dbać o ekonomikę zakupów, a pokusy odpędzać wodą święconą:P

    OdpowiedzUsuń

Swoje komentarze proszę zostawiać na nowej stronie bloga: http://zacofany-w-lekturze.pl/, tam na pewno na nie odpowiem.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Obserwatorzy

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.