Marzenie o chlebie

Aleś Adamowicz, Danił Granin, W oblężonym Leningradzie. Dramatyczne wspomnienia, tłum. Anna Wrzosek, Bellona 2011.

Leningrad został 8 września 1941 roku odcięty od reszty Związku Radzieckiego. Siły niemieckie szykowały się do szturmu, chcąc rzucić na kolana miasto, w którym rozpoczęła się rewolucja bolszewicka. Atak się nie powiódł, więc przeciwnik postanowił zablokować Leningrad i wziąć go głodem. Wbrew niemieckim rachubom Leningrad trzymał się przez 900 dni i nocy – do 27 stycznia 1944 roku, kiedy wielka ofensywa Armii Czerwonej odrzuciła wroga na zachód.
Tyle wstępu historycznego. Podczas blokady miasta życie straciło około miliona z trzech milionów mieszkańców. Książka wydana przez Bellonę przybliża nam przeżycia, jakie stały się udziałem trzech osób spośród tych milionów.
Gieorgij Kniaziew był historykiem, dyrektorem Archiwum Akademii Nauk, człowiekiem dojrzałym. Pisał dziennik, aby dać przyszłym pokoleniom świadectwo barbarzyńskiej epoki, gdy ludzie walczyli ze sobą. Stara się więc analizować sytuację wojenną, szuka porównań do wydarzeń z przeszłości. Wiele miejsca poświęca swojej pracy, próbom uratowania bezcennych materiałów historycznych z archiwum. Nie może, oczywiście, nie zauważyć pogarszającej się sytuacji bytowej swojej i swoich współpracowników, ale początkowo nie jest to motyw dominujący w dzienniku. Dopiero po miesiącach oblężenia dopuszcza do siebie myśl, że i on sam, i jego ukochana żona mogą nie dożyć zwycięstwa, że są coraz słabsi, coraz trudniej im zdobyć żywność. Mimo to dalej stara się, by jego notatki pokazywały jak najwięcej z tego, co działo się dokoła, żeby nie skupiały się tylko na osobie autora.
Autorem drugiego dziennika był piętnastoletni w chwili wybuchu wojny Jura Riabinkin. W jego życiu wojna i oblężenie początkowo czas nowych zadań, jak choćby dyżurów przeciwpożarowych czy kopania rowów przeciwczołgowych. Dużo w jego zapiskach wystrzałów, huku bomb, ale już wkrótce zdominuje je jeden temat: głód, wszechobecny i dojmujący. Jura wystaje w kilometrowych kolejkach po żywność i często nie donosi zakupów do domu; zjada część mizernych przydziałów po drodze. Potrafi gniewać się na młodszą siostrę o to, że dostała pół cukierka więcej. W ogóle atmosfera w jego domu robi się ciężka i nieznośna; zarzuty, oskarżenia, podejrzenia, że ktoś mógł zjeść więcej, że uszczuplił cudzą porcję. Marzeniem wszystkich jest chleb, ale też ewakuacja, wydostanie się z Leningradu. Wokół tej myśli kręci się świat Riabinkinów, matka odwiedza kolejne urzędy, wydeptuje ścieżki, byle tylko zapewnić swoim najbliższym szansę przeżycia.
Trzecia bohaterka książki, Lidia Ochapkina, swoje wspomnienia utrwaliła zaraz po wojnie, podczas oblężenia nie miała głowy do pisania – musiała ratować życie swoje i dwójki swoich dzieci. Temu też podporządkowała wszystko. Ciągłe przeprowadzki w poszukiwaniu nieco bezpieczniejszej okolicy, gdzie są jeszcze jakieś zapasy opału. Nieustanne poszukiwanie żywności, w lęku o pozostawione w domu małe dzieci. Cierpienie matki, która  patrzy, jak syn i córka nikną w oczach. I również marzenie o ewakuacji.
Zapiski tej trójki przeplatają się, uzupełniane czasem wspomnieniami innych leningradczyków i komentarzem autorów. Chociaż w tym tercecie każdy głos brzmi inaczej – Kniaziew stara się o ton obiektywny, Riabinkin jest jeszcze dziecinny, a Ochapkina opisuje swoje przeżycia bardzo naturalistycznie – to razem składają się na obraz życia udręczonych ludzi, gnębionych przez głód, mróz, bombardowania i ostrzał artyleryjski. Troje konkretnych bohaterów, w różnym wieku, z różnym bagażem doświadczeń, symbolizuje los, jaki stał się udziałem wszystkich mieszkańców Leningradu. Lektura jest przejmująca; we mnie wzbudziła niedosyt i zamierzam poszukać innych książek o blokadzie. Lekki niedosyt budzi też wkładka zdjęciowa, dlatego warto sięgnąć do dodatkowych materiałów (polecam np. znakomite kolaże).

Za przesłanie książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.

Tagi , , , , . Pobierz permalink. RSS dla tego wpisu.

16 odpowiedzi do: Marzenie o chlebie

  1. Z pewnością książka warta przeczytania. Zapisałam ją sobie na listę i jak tylko będę miała więcej czasu, to przeczytam:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Spodziewałam się nawet większych hardkorów, niż to co piszesz w notce.
    P.S. Ciekawe, czy znowu zapytasz kasandrę o wiadomy temat;)?

    OdpowiedzUsuń
  3. @Kasandra_85: Tradycyjnie polecam:)
    @Iza: Nie zapytam:) Hardkory są, aczkolwiek mniejsze, niż się sam spodziewałem (szczególnie we wspomnieniach Ochapkiny). Pewnie najtrudniej byłoby czytać np. zapiski dziecka, które kolejno traciło najbliższych (widziałem kiedyś zdjęcie takiego kalendarzyka: "Dziadek umarł", "Mama umarła", "Wszyscy umarli" - wstrząsające wrażenie).

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie napisany tekst! :) A co do książki - jakoś do tej pory mnie nie ciągnęło do czytania książek o tym urywku historii, jednak dzięki Twojej recenzji zaczyna się to zmieniać. Hardcor już pewnie byłby dla mnie wystarczający.

    Kalendarzyk dziecka dotyczący śmierci najbliższych jest wstrząsajacy. Zaraz mi się przypomina list dziesięciolatki, która trafiła do Auschwitz i pisała do swoich rodziców jak bardzo ich kocha i jak szkoda jej umierać, bo tak bardzo chce żyć. Było to w muzeum ofiar Holocaustu pod Pomnikiem Pomordowanych Żydów Europy w Berlinie, gdzie w sali na podłodze umieszczono wiele listów, można sobie przycupnąć i czytać. U mnie to czytanie zakończyło się rykiem, bo przecież ja jestem mało odporna na tego typu teksty :/

    OdpowiedzUsuń
  5. @Książkowo: Ja też jestem mało odporny ostatnio na takie teksty, bo mi wyobraźnia podsuwa zaraz obrazki z moimi dziećmi w takiej sytuacji:( Mimo to namierzyłem sobie ostatnio "Pamiętnik Dawida Rubinowicza", właśnie dziecięcy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nooo, Tobie się w ogóle nie dziwię, też bym sobie tak wyobrażała zapewne. To czytaj ten "Pamiętnik..." i jak dasz radę to w miarę przeżyć czytelniczo, to i ja spróbuję ;) Wpiszę sobie na listę :>

    OdpowiedzUsuń
  7. Nabędę, przeczytam, zdam relację (kiedyś:)

    OdpowiedzUsuń
  8. O książce nie słyszałam, a z chęcią kiedyś przeczytam. Z tytułów "oblężeniowych" czytałam tylko Guido Knoppa "Stalingrad", ale to było pisane z perspektywy żołnierzy, nie cywilów.
    A posiadanie dzieci faktycznie zmienia perspektywę - także czytelniczą. Sama tego niejednokrotnie doświadczyłam.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Gdzie jest "Emma" ja się pytam! :D Marzec miał być kobiecy a tutaj oblężenia, obozy, wojny i rynsztoki ;P

    OdpowiedzUsuń
  10. @Viv: Poszukam tego "Stalingradu", chociaż to niezupełnie to samo:)
    @Maiooffka: Będzie, będzie. Ale niestety nie jest to książka, której dobrze robi czytanie z doskoku:P W końcu się wezmę i skończę:D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja jestem emocjonalnym tchórzem, więc nie sądzę, żebym się kiedyś odważyła przeczytać... Owszem, przeczytać coś o Leningradzie, ale żeby było bardziej uładzone... Inaczej będzie mi się śniło po nocach. *Sigh*

    OdpowiedzUsuń
  12. @Dabarai: Jak już napisałem wyżej Izie, mogło być dużo bardziej hardkorowo. Dowolna książka o warszawskim getcie robi bardziej przerażające wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Może jak kiedyś okrzepnę... :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Książka nie zając, poczeka na Twoje okrzepnięcie:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czy ta książka nie ukazała się tak prawie 30 lat temu jako Księga blokady?

    OdpowiedzUsuń
  16. Pojęcia nie mam. Copyrighty na stronie redakcyjnej są zupełnie świeże, ale może dopiero niedawno przełożono to na angielski:P

    OdpowiedzUsuń

Swoje komentarze proszę zostawiać na nowej stronie bloga: http://zacofany-w-lekturze.pl/, tam na pewno na nie odpowiem.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Obserwatorzy

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.