Gdy opadnie atmosfera skandalu


Colette, Klaudyna w szkole, tłum. Krystyna Dolatowska, W.A.B. 2011.

Ponad sto lat temu, kiedy Klaudyna w szkole ukazała się po raz pierwszy, skandal rzeczywiście musiał być ogromny. Tak ogromny, że do dziś podstawowym przymiotnikiem określającym powieść Colette jest „skandalizująca”. Cóż z tego, że ów skandal jest już zwietrzały, nadal jednak zdaje się przysłaniać wszystkie inne walory książki.
O cóż cały ten szum? „Na imię mi Klaudyna, mieszkam w Montigny; tu się urodziłam w 1884 i pewno nie tu umrę”. Uczennica prowincjonalnej szkoły (bynajmniej nie eleganckiej pensji dla panienek z dobrych domów) zrobi wszystko, byle wyrwać się w szeroki świat. Świadoma swoich atutów: urody, inteligencji, ciętego języka wie, że bez trudu sobie poradzi. Szczególnie, że nie ogranicza jej rodzicielska troska; matka nie żyje, ojca zajmują wyłącznie badania nad ślimakami, córka okręca go sobie wokół paluszka i właściwie wychowuje się sama, swobodnie, nie krępowana konwenansami, oczytana w książkach i pismach, której jej rówieśnicom nie są dostępne. Na drodze do wymarzonego Paryża stoi jej tylko egzamin nauczycielski, wieńczący lata szkolnej nauki, choć w zasadzie zupełnie niepotrzebny dziewczynie.
Ostatni rok nauki szkolnej Klaudyna stara się na wszelkie sposoby urozmaicić. Zwykłe figle płatane przez koleżanki niezbyt ją bawią, ona ma ochotę wypróbować swoją urodę i inteligencję w bardziej wyrafinowany sposób: zamierza oczarować młodą nauczycielkę, świeżo przybyłą do Montigny. Jest na dobrej drodze do sukcesu, gdy okazuje się, że ma groźną rywalkę: samą dyrektorkę szkoły. Rozgrywka o pannę Lanthenay daje Klaudynie okazję do głębszej analizy charakteru zarówno ślicznej Aimee, jak i władczej panny Sergent i dostarcza niezliczonych możliwości do manipulowania wszystkimi wokół. Szkoła bowiem, już pogrążona w chaosie wywołanym przez remont, rozprzęga się dodatkowo, gdy nauczycielki toną w upojeniu. Klaudyna wykorzystuje to, by pozostać bezkarną, a pozwala sobie na coraz większą śmiałość. Budzącą się seksualność dziewczyny zauważają też mężczyźni; szkolny lekarz, który przy każdej okazji nagabuje uczennice, i młody nauczyciel, który robi Klaudynie awanse, chociaż tylko ją bawi.
Dzisiejszego czytelnika postępowanie Klaudyny raczej nie zgorszy, nie okrzyknie jej zepsutą czy wręcz zdemoralizowaną. Nie została (na szczęście dla nas) wtłoczona w gorset konwenansów, rosła swobodnie, wybujała na wolności. We mnie wzbudziła wiele sympatii, trudno było jej nie kibicować w rozgrywce z dyrektorką, chociaż bynajmniej nie była to czysta walka.
I tak, gdy opadła atmosfera skandalu, pozostała nam fantastyczna powieść, zadziwiająco świeża, barwny psychologiczny portret dojrzewającej dziewczyny, a przy okazji pełny życia obrazek obyczajowy. Colette zadbała też o przedstawienie postaci drugoplanowych, nasyciła całość humorem i zgrabnie przeprowadziła swoją bohaterkę przez szkolne i osobiste zawirowania. Razem z Klaudyną możemy na zakończenie żałować, że ten okres w jej życiu się skończył; tak jak i ona nie chcę wierzyć, by następny "mógł być równie zabawny jak szkoła”. Nawet jeśli nie będzie, to ja już czekam na Klaudynę w Paryżu

Za przesłanie książki dziękuję wydawnictwu W.A.B.

Tagi . Pobierz permalink. RSS dla tego wpisu.

40 odpowiedzi do: Gdy opadnie atmosfera skandalu

  1. Kolejna smakowita recenzja smakowitej książki :) Dobrze, że okoliczne biblioteki nieźle są wyposażone, bo inaczej bym zbankrutowała przez Ciebie ;P

    I wierzę, że w momencie wydania musiała być otoczona wielkim skandalem. Taka treść! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo świeża i bardzo wdzięczna powieść. Dzięki Twojej świetnej recenzji jeszcze nabrała rumieńców.
    Czytałam ją z wypiekami na twarzy, kiedy byłam mniej więcej w wieku Klaudyny. :)
    Z jednej strony Colette może chciała epatować czytelników skandalem - rozerotyzowaniem bohaterki i wątkami homoseksualnymi, ale przypuszczam, że w prawie całkowicie sfeminizowanych szkołach dla dziewcząt tego typu fascynacje wcale nie należały do rzadkości, tylko mało kto o nich mówił wprost.
    Nawet w naszej ulubionej powieści Spark w pewnym momencie Sandy podejrzewa Miss Brodie o takie podświadome skłonności.
    O ile pamiętam, druga część "Klaudyny" jest słabsza, ale mam nadzieję, że się mylę. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam wrażenie że stosunkowo czytałem recenzję tej książki, nawet bardzo podobną. Co nie oznacza że książka nie jest warta tego, aby ją zdobyć i przeczytać. Ja uwielbiam książki o wątkach psychologicznych, więc jak dla mnie jest to jak najbardziej obowiązkowa lektura.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z Lirael, pierwsza część jest zasadniczo lepsza od drugiej. Również czytałam Klaudynę w podobnym wieku jak przedmówczyni :) A dlatego przeczytałam książkę Colette, gdyż poleciła mi ją moja polonistka...:)I jak tu nie kochać literatury, gdy ma się takich pedagogów :D

    OdpowiedzUsuń
  5. @Książkowo: gdybym miał większe zacięcie statystyczne, jak niektórzy:P, to bym wyliczył średnią cenę za stronę i na pewno by się okazało, że to cena konkurencyjna w porównaniu z okolicznymi blogami:D Chcesz czytać tanio i dobrze, czytaj z Zacofanym:) Chyba sobie zmienię motto na blogu, o!

    OdpowiedzUsuń
  6. @ Lirael: o ile pamiętam, to faktycznie, im dalej w las, tym słabiej, ale może sobie za wysoko poprzeczkę ustawiłem przy pierwszym czytaniu:)Przypuszczam, że faktycznie sytuacja nie była nietypowa, za to nietknięta pisarskim piórem. Colette idealnie się wstrzeliła:)

    @Pisany_inaczej: zachęcam, nawet bardzo, chociaż ja od najlepszych nawet portretów psychologicznych lubię sprawną fabułę, najlepiej zabawną.

    @The_book: Polonistka? No niesłychane. Moja matematyczka w VIII klasie mało nie zeszła na wieść, że czytałem Skiroławki i Ja Klaudiusz. Musiało się to jej kojarzyć z jakimś szczytowym rozpasaniem:D

    OdpowiedzUsuń
  7. Chętnie przeczytam, ponieważ lubię książki z wątkami psychologicznymi:). Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Trochę zbliżona tematycznie jest powieść Fleur Jaeggy "Szczęśliwe lata udręki", ale zdecydowanie subtelniejsza i bardziej pastelowa. Rzecz znacznie późniejsza, z 1989 roku. W czasach Colette chyba rzeczywiście nikt o takich szkolnych zauroczeniach nie pisał.

    OdpowiedzUsuń
  9. Podoba mi się to nowe wydanie, mam nadzieję, ze cała seria będzie równie ładna. Może w końcu sięgnę po Klaudynę, skoro już tak długo to planuję... A Twoja recenzja dodatkowo mnie zachęca.

    Zresztą uwielbiam czytać książki, które kiedyś były skandalizujące. To takie odświeżające. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękne hasło bloga, zdecydowanie warte wrzucenia gdzieś :D Colette będę wypożyczała z biblioteki, wychodzi jednak najtaniej. No, chyba, że jakiś bardzo tani antykwariat znajdę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Może "Z Zacofanym czytanie zawsze dobre i tanie" ? ;)
    Nie czytałam Klaudyny w latach młodości, ale skoro tak liczne i szacowne grono twierdzi, że nie jest na to za późno, rozejrzę się za nią :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Niektorzy to maja dobrze (mam na mysli prezenty od wydawnictw)...
    Klaudyne czytalam w latach wczesnomlodzienczych i bardzo mi sie podobala.
    Przed Toba jeszcze Malzenstwo Klaudyny, Klaudyna odchodzi i Dom Klaudyny. Mysle jednak, ze pierwszy tom byl najlepszy.
    Francuzi to umieja pisac tego typu historie. Z sentymentem wspominam tez "Witaj smutku" poczciwej Saganki i duzo pozniejsza historie napisana przez Deforges.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zastanawiam się, czy ja już tego kiedyś nie czytałam...? Muszę sprawdzić i odświeżyć pamięć.

    Tak przy okazji: nie przeczytałam, a raczej - nie odsłuchałam ostatnio niczego lepszego od przypomnianej przez ciebie "Tajemnicy Abigel". Wiedziałeś, że na YouTube jest cały serial? Niestety w oryginale i tylko pierwszy odcinek znalazłam z angielskimi napisami. Jednakowoż przyjemnie było przynajmniej się pogapić jeśli się znało treść z książki :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytałam parę lat temu. Klaudyna to przezabawna, słodka jak miód dziewczyna, w każdym razie ja ja tak postrzegam i darzę sympatią :) 4 części patrzyły na mnie z półki rodziców od samego mojego dzieciństwa, dlatego mam sentyment do tej serii. Skonfiskowałam mamie wszystkie części, ale przeczytałam tylko "Klaudynę w szkole". Zamierzam się oczywiście do pozostałych. A ostatnio kupiłam po 1 zł "Dom Klaudyny" czyli część 5. Nawet nie byłam świadoma, że taka istnieje :)pozdrawiam i przepraszam za rozpisanie

    OdpowiedzUsuń
  15. @Kasandra: tradycyjnie zachęcam:)

    @Lirael: nie wiem, czy mam ochotę na pogłębianie tematu:P

    @Ysabell: wydanie bez fajerwerków, skromne, ale bardzo ładne, dużo światła, dobrze się czyta. Dla pań informacja istotka: co prawda to twarda oprawa, ale chyba format torebkowy:D

    @Książkowo: milion wydań było, na pewno coś znajdziesz:)

    @Viv: Ja polecam:) A za hasło dziękuję, pomyślę, jak je spożytkować:D

    @Bookfa: prezent prezentem, ale recenzję trzeba napisać rzetelnie, żeby się znowu nie zrobiły dymy o przekupionych recenzentów:P O "Domu Klaudyny" pierwsze słyszę, w młodość czytałem cztery tomy, może tym razem nadrobię braki:)

    @Sempeanka: coś słabo szukałaś tej Abigel:P Jest 10 odcinków z napisami, mniej więcej 2/3 serialu: http://www.youtube.com/watch?v=sc0ezwOMd2U&feature=related; z prawej będą się pokazywać kolejne odnośniki.

    @Sardegna: ależ rozpisuj się jak najczęściej:D I widzę, że nie tylko ja żyłem w nieświadomości istnienia tomu piątego:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Rozwijam skrót myślowy: 10 youtubowych części pierwszego odcinka znalazłam z angielskimi napisami :)
    Z tego co się zorientowałam w necie, tych odcinków było zaledwie cztery, choć mam wrażenie że u nas był podzielony na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Sempeanka: no teraz wszystko jasne:) Tych 10 kawałków to ponad 80 minut, więc pewnie drugie tyle brakuje. Pozostaje liczyć na pracowitość tego ktosia, który zamieścił pierwszą partię:)

    OdpowiedzUsuń
  18. No, teraz to już "musowo" przeczytam. Dzięki Tobie i tak już rośnie mi kolejka, wczoraj przyniosłam z biblioteki panią Feher, więc Klaudyna będzie niejako kontynuacją tych pensjonarskich klimatów. Już się cieszę :-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Polonistka, polonistka i pamiętam, że nawet nam się dobrze o niej rozmawiało. Pamiętam również, że kontekście Collette poleciła mi (abstrahując od wartości dzieła ;) )"Spóźnionych kochanków" Whartona. Albo odwrotnie Klaudynę w kontekście "Spóźnionych..". Szkoda, że nie pamiętam dlaczego?! Kurczę, ale liceum było tak dawno. Może jutro do niej zadzwonię (polonistki) i zapytam. Będzie powód by porozmawiać :)

    OdpowiedzUsuń
  20. @Monani; no przykro mi niezmiernie, że Ci dokładam lektur:) Niedługo klimaty pensjonarskie się skończą, obiecuję:)

    @The_book: pogratulować polonistki. "Spóźnieni" czekają na powtórkę, ale wciąż się waham, czy zepsuć sobie dobre wrażenie, jakie mi ten Wharton zostawił w dawnych czasach:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie watpie w Twoja rzetelnosc, obojetnie czy to Twoj wlasny zakup czy egzemplarz recenzencki:)
    Polecam tez Dom Klaudyny:)
    Ze tez ja zawsze musze sie tu wpisac z czyms nieznanym ;D
    Zaczne brac przyklad z Ciebie. Bede tylko zagladac i milczec ;D

    OdpowiedzUsuń
  22. @Bookfa: Aluzju poniał:P Będę komentował, chociaż powiadamianie mejlem nie działa na bloxie:(
    I oczywiście wyrywaj się w nieznanymi rzeczami, ja czyham na takie okazje, żeby coś nowego poznać:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ha ha ha. To zabrzmialo groznie ;D
    Ale naprawde czasem lepiej pomilczec i odpowiadac tylko jak pytaja ;D
    Tez nie mam zadnego powiadamiacza i zagladam do Cibie na chybil trafil ;)Blox i blogspot to jakby dwa rozne swiaty ;D

    OdpowiedzUsuń
  24. @Bookfa: może czas przejść na właściwą stronę Mocy? :DD Na Blogspocie pewnie też musisz się zarejestrować, z tym że tutaj maile przychodzą:P

    OdpowiedzUsuń
  25. Mnie w związku z tą otoczką skandalu wokół tej serii w czasach jej pierwszego wydania przyszła do głowy refleksja pod tytułem "Jak bardzo świat się zmienił i jak mało rzeczy już nas gorszy". I to była raczej gorzka refleksja, bo żeby nie przesadzić Colette rozkosznie balansowała na krawędzi, bawiła się podtekstami, ledwie trącała tę gorszącą materię i owijała ją w kokonik słów, pozwalając zawsze, by co nieco prześwitywało... Dzisiaj już mało kto bawi się w takie subtelności, przeciwnie - im dosadniej, tym lepiej. "Klaudyna" jest na tym tle lekka, słodka i świeża, zwłaszcza w pierwszej części, dlatego mnie też, tak jak Lirael i the_book, ten tom podobał się najbardziej. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  26. @Naia: całkowicie się zgadzam. Podczas lektury próbowałem sobie wyobrazić, jak pamiętnik Klaudyny wyglądałby pod piórem jakiegoś współczesnego autora. Pewnie markiz de Sade by się zawstydził:)

    OdpowiedzUsuń
  27. @Bookfa: zwykle raczej podkreślano, że jestem aniołem:) Gdzie mi do diabła:P

    OdpowiedzUsuń
  28. Właśnie. Pamiętam te wypieki na twarzy przy "Spóźnionych", chociaż nie zachwyciłam się Whortonem. Próbowałam poczytać "Ptaśka", czy inne jego rzeczy i nic z tego. Widać nie czas i miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  29. @The_book: a ja próbowałem inne i nawet mi spora część weszła, ale "Spóźnieni" byli najlepsi:)

    OdpowiedzUsuń
  30. mówicie o Spóźnionych kochankach o TYCH Spóźnionych kochankach?
    Z ręką na sercu przyznaję, był to jedyny egzemplarz, jedyna książka, którą z hukiem rozwaliłam o ścianę ze złości, że taka słaba. Tak, wiem o gustach się nie dyskutuje itd, nie mniej ciekawi mnie, co Wy w tej książce widzicie takiego fantastycznego?(pytam serio, bez cienia ironii) Ja do dziś pamiętam najgorszy w moim mniemaniu paragraf, kiedy ona odzyskuje wzrok i widzi tylko jego obrazy. Miałam naście lat, gdy to czytałam, ale nie dałam się nabrać. Chyba mam inna wrażliwość:-)

    OdpowiedzUsuń
  31. @Dea: O tychże samych:) Ja właśnie miałem naście lat i dałem się nabrać. Niekoniecznie na rozmaite cudowności fabuły, ale taki fajny klimacik w tym był:) Jak się okazało, że taki sam klimacik i te same chwyty są w każdej powieści Whartona, poza dwiema czy trzema, to się ciężko na autora obraziłem na 20 lat. Ale mi przechodzi powoli, nie ma to jak sentymentalny powrót do młodości:P I boję się sprawdzić teraz, co w "Spóźnionych" faktycznie było takie fajne. Fajne, ciepłe, niekoniecznie fantastyczne:D

    OdpowiedzUsuń
  32. Oczywiście (zapomniałam napisać- gapa!) "Pchłę Szachrajkę" wydało wydawnictwo "Wilga" - to chyba najnowsze wydanie tej książki.

    dea: Ja miałam mieszane uczucia po tej książce. Trochę dla mnie zbyt patetyczna, nierealna... fakt. Ale doceniam kunszt mimo to.

    OdpowiedzUsuń
  33. @Balianna: dzięki:) Ze swej strony szczerze polecam "Pchłę Szachrajkę" w reżyserii Anny Seniuk:)

    OdpowiedzUsuń
  34. @ zacofany, ja przed "Kochankami", czytałam tylko "Ptaśka" i potem po zachwytach koleżanek sięgnęłam po kolejną książkę. Po kochankach nie czytałam już nic tego autora, nie mogłam się przemóc.
    Ale odnośnie powrotów i sentymentów. Również jako nastolatka czytałam "Grę w klasy" i chyba wszystko Cortazara, co wówczas udało mi się dostać. Byłam zauroczona, tym klimatem właśnie. Jakiś czas temu, czytałam dużo niepochlebnych opinii o Cortazarze, że dla panienek, że pensjonarski itd. Boje się sprawdzić, wolę zachować o nim same miłe wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  35. @Dea; nie wiem, dla kogo jest "Gra w klasy", dla mnie raczej nie. Utknąłem gdzieś na początku, dla mnie powieść ma mieć fabułę:)

    OdpowiedzUsuń
  36. Wspaniały blog i zapraszamy do siebie, do wygrania książki w konkursie. Zaprasza Chorzowski Klub z Kawą nad Książką :) Blog dodałyśmy do ulubionych.

    OdpowiedzUsuń
  37. @Natalia i Ramona: dziękuję niezmiernie, ale Llosę już mam:D

    OdpowiedzUsuń
  38. Czytałam "Klaudynę" gdy miałam jakies 10-12 lat. Byłam oczarowana bohaterka i miałam przeświadczenie, że robie coś niekoniecznie poprawnego :-)

    OdpowiedzUsuń
  39. @Anonimowy: ileż to młodych duszyczek zniszczyła ta bezecna lektura:) A ileż uciechy dała:)

    OdpowiedzUsuń

Swoje komentarze proszę zostawiać na nowej stronie bloga: http://zacofany-w-lekturze.pl/, tam na pewno na nie odpowiem.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Obserwatorzy

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.