Archiwum listopada 2011

Prawda i tylko prawda
(Anna Politkowska, „Tylko prawda”)


Anna Politkowska nie była ulubienicą kremlowskich polityków, urzędników lokalnych, generałów i funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa. Zaciekle tropiła ich kłamstwa, obnażała bezduszność i realizowanie własnych pokrętnych celów kosztem niewinnych. Bezkompromisowo wskazywała winnych przestępstw wojennych, mocodawców bandytów i skrytobójców, wnikała w mechanizmy systemu władzy, który niewiele ma wspólnego z demokracją, a nazbyt wiele z radziecką przeszłością. Zaglądała za fasady propagandowych mitów i wyciągała na światło dzienne szyte grubymi nićmi afery. Cenili ją prości ludzie, którym pomagała wywalczyć sprawiedliwość, doceniały organizacje broniące praw człowieka na całym świecie. Zginęła 7 października 2006 roku pod drzwiami własnego mieszkania, zastrzelona przez nieznanego sprawcę.

„Tylko prawda” zawiera artykuły i reportaże Politkowskiej z lat 1999–2006. Dotyczą przede wszystkim drugiej wojny czeczeńskiej – poznajemy losy ludzi, którym wojna odebrała spokój, cały dobytek, a przede wszystkim najbliższych. Tracili życie podczas bombardowań, przepadali porwani przez zamaskowanych żołnierzy, odnajdywali się w masowych grobach lub ślad po nich ginął. Dziennikarka pokazuje Czeczenię jako miejsce, w którym przestały obowiązywać jakiekolwiek prawa – poza prawem siły. Mimo licznych deklaracji kremlowskich polityków nie postępowała normalizacja i odbudowa kraju – środki na nią przepadały w kieszeniach lokalnych polityków i watażków, jednostki mające pilnować spokoju i bezpieczeństwa ludzi dopuszczały się najgorszych przestępstw. Walkę o ukaranie jednego z takich zbrodniarzy przedstawia cykl tekstów z części zatytułowanej „Kadet”.

Początkowo czyta się te artykuły i reportaże z zapartym tchem i niedowierzaniem, że współcześnie, na oczach całego świata, może rozgrywać się taki dramat. Po jakimś czasie lektura staje się jednak nieco nużąca. Artykuły prasowe rządzą się swoimi prawami, drukowane co kilka czy kilkanaście dni muszą zawierać rekapitulację poprzednich tekstów. Wydane jednak obok siebie i czytane razem irytują takimi powtórzeniami. Są też wśród nich artykuły dotyczące kwestii już mniej aktualnych, a tym samym mniej przyciągających uwagę. Osoba opracowująca ten tom powinna zapewne dokonać wyboru z publicystyki Politkowskiej, choć, trzeba przyznać, byłaby to rzecz niezwykle trudna – teraz czytelnik sam decyduje, co przeczyta uważnie, a co jedynie przekartkuje. Mniej trudne za to powinno było być dobranie precyzyjniejszych tytułów poszczególnych części książki. Te zatytułowane „Nord-Ost” i „Biesłan” nie zawierają w zasadzie materiałów dotyczących przebiegu dramatycznych wydarzeń w moskiewskim teatrze na Dubrowce (nie licząc relacji Politkowskiej z próby negocjacji z terrorystami) i w szkole w Biesłanie (reporterka nie dotarła na miejsce, otruta w samolocie i z trudem uratowana). Znajdziemy tu natomiast wyniki żmudnych i niebezpiecznych dziennikarskich śledztw mających odsłonić, kto naprawdę stał za tragicznymi wypadkami. Książkę zamykają reportaże z Rosji i ze świata – warto zwrócić uwagę na opowieść o norweskiej pielęgniarce, która zginęła w niejasnych okolicznościach w Czeczenii, a nikt nie zrobił nic, aby wyjaśnić sprawę. I zaskakującą historię psów Politkowskiej, Martyna i Van Gogha.

Anna Politkowska (1958-2006).
Po lekturze tego zbioru trudno nie zgodzić się z otwierającymi go słowami czeczeńskiej pieśniarki Lizy Umarowej: „Była honorem i sumieniem Rosji – i chyba nikt nie pozna źródła jej fanatycznej odwagi i miłości do pracy, którą wykonywała”. Potwierdzają je nie tylko wspomnienia przyjaciół i współpracowników, ale przede wszystkim poświadcza każde zdanie napisane przez Annę Politkowską.

Anna Politkowska, Tylko prawda. Artykuły i reportaże, tłum. Sebastian Szymański, Prószyński i S-ka 2011.
Za przesłanie książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.

Tagi , | 19 Komentarzy

E-Buka nadeszła

Nad ranem Buka zdecydowała się wyruszyć. [...] Zebrała ciemne spódnice, wiszące na niej jak płatki zwiędłej róży. Rozpostarły się z szumem i uniosły niczym skrzydła. [...] Poruszała spódnicami w górę, na boki i do tyłu, jak gdyby wykonując ruchy pływaka w zamarzniętym powietrzu. Woda cofała się zwichrzoną, wystraszoną falą, a Buka płynęła dalej w szarej mgle, wlokąc za sobą dryfującą chmurę śniegu. Na tle nieba wyglądała jak wielki zataczający się nietoperz. Posuwała się wolno, ale jakoś to szło. Miała czas. Nie miała nic innego, jak tylko czas.

Powietrze już faktycznie lekko zamarznięte, ale Buka, czy raczej E-Buka nie przyszła z szumem spódnic, ale została przyniesiona przez panią listonosz. Razem z przyjemnym pakiecikiem książek.
Raz jeszcze bardzo dziękuję wszystkim, dzięki którym dostałem tę nagrodę. Zawiśnie wkrótce na jakimś eksponowanym miejscu.

A cytat, rzecz jasna, z „Tatusia Muminka i morza” Tove Jansson.

50 Komentarzy

Huk, łomot i podejrzane mlaskanie
(Michael Bond, „Paddington zdaje egzamin”)



Paddington wielokrotnie już zdawał rozmaite egzaminy. W końcu niedźwiadek rzucony z najmroczniejszych zakątków Peru do Anglii musiał dawać sobie radę w najdziwniejszych sytuacjach, wychodził jednak obronną ręką z najgorszych tarapatów. Tym razem zaś, zupełnie niespodziewanie i z wielkim hukiem zdał egzamin na prawo jazdy.

Huk zresztą, podobnie jak łomot i podejrzane mlaskanie to odgłosy nieodłącznie kojarzące się z Paddingtonem (nie zapomnijmy też o lepkich śladach po marmoladzie pomarańczowej). Zdaje się on być chodzącą katastrofą, chociaż zwykle ma dobre intencje. Chęć dorobienia sobie do skromnego kieszonkowego doprowadza do unicestwienia wszystkich spodni pana Curry’ego, skąpego sąsiada, który zawsze wypatrywał sposobności, by wymusić na niedźwiadku jakąś bezpłatną przysługę. Pan Curry zresztą, mimo wielu nauczek, nie chce zrozumieć, że bezpieczniej jest się trzymać od niedźwiadka z daleka – unika się wtedy chociażby zamknięcia w rozgrzanej saunie. Straszliwymi kłopotami kończy się też często pojawienie się Paddingtona w miejscach publicznych – w eleganckiej restauracji niespodziewanie gościom podaje się kalosz, a w teatrze przedstawienie wymyka się spod kontroli. Na misia nie można się jednak długo gniewać – jego wdzięk rozmiękcza najtwardsze serca (poza sercem pana Curry’ego, rzecz jasna), a zamiast wyrzutów spotykają go podziękowania i wyrazy uznania – zamieszanie z niedźwiedziem w roli głównej jest przecież rewelacyjną reklamą.

Paddington bez trudu podbija serca dzieci i dorosłych – jest zresztą moim ulubionym literackim misiem. Szkoda więc wielka, że – sądząc po braku zapowiedzi kolejnego tomu na okładce – jest to ostatnia część jego przygód. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby zacząć czytanie od początku – dwanaście tomików zapewni mnóstwo zabawy w jesienne wieczory. I nie tylko jesienne.

Michael Bond, Paddington zdaje egzamin, tłum. Piotr Pieńkowski, Znak Emotikon 2011.
Za przesłanie książki dziękuję wydawnictwu Znak Emotikon.

Skoro już jesteśmy przy książkach dla najmłodszych, to w najnowszym, trzynastym numerze „Literadaru” na stronach 70–72 znajdują się napisane przeze mnie recenzje dwóch innych znakomitych książek dla dzieci: „Niewidzialnego Tonino” Gianniego Rodari i „Małego duszka” Otfrieda Preusslera. Zapraszam do lektury!

Tagi , | 27 Komentarzy

Wycieczka do egzotycznego kraju

Mulat w pegeerze. Reportaże z czasów PRL-u, red. Krzysztof Tomasik, Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2011.

Wydany przez Krytykę Literacką zbiór reportaży z czasów schyłkowego PRL-u wprowadził mnie jednocześnie w świat doskonale znany, z którym stykałem się na co dzień jako uczeń podstawówki, i w świat, który pozostawał daleki od moich dziecięcych doznań i obserwacji. Niby wszystko jest znajome: szare ulice, zmęczeni i źle ubrani ludzie, kolejki, braki w zaopatrzeniu, wydeptywanie ścieżek w urzędach, ale w tej scenografii rozgrywają się wydarzenia, o których nie mogłem mieć pojęcia – a gdybym nawet o nich wiedział, to pewnie nie zaprzątałbym sobie nimi głowy.
A są tutaj przedstawione sprawy i wydarzenia, które jeszcze po latach robią wrażenie. Weźmy choćby historię młodej dziewczyny z małego miasteczka, która urodziła czarnoskórego syna. Pod naciskiem rodziny i otoczenia matka wyrzekła się go, skazując na pobyt w domu dziecka. Po pewnym jednak czasie – pod wpływem tej samej rodziny i otoczenia – zaczęła się starać o jego odzyskanie, napotykając na niezrozumiały opór dyrektora placówki wychowawczej. Albo opowieść o zamianie dzieci w prowincjonalnym szpitalu, która wyszła na jaw zupełnym przypadkiem – i nie zainteresowała nikogo poza pokrzywdzonymi rodzinami i czyhającymi na sensację dziennikarzami. Wszystkie odpowiedzialne za sprawę i jej wyjaśnienie instytucje umyły po prostu ręce. Zresztą bezwład urzędów stał się też przyczyną dziecięcej tragedii – sąd odebrał matce małego chłopca i przyznał opiekę nad nim ojcu, który miał mu jakoby zapewnić lepsze warunki rozwoju. Zapewnił – ale niezrównoważoną macochę, która zakatowała dziecko.
Reporterzy interesowali się jednak nie tylko takimi dramatami. Śledzili też nowe zjawiska obyczajowe, jak choćby wczasy dla samotnych rolników, podczas których kawalerowie mieli poznawać życiowe partnerki, czy rozwój ruchu naturystów (uwieczniony w przeboju Zbigniewa Wodeckiego). Mamy też między innymi portret zbiorowy warszawskich prostytutek (przypuszczam, że po kilku uzupełnieniach byłby on aktualny i dziś) i wyznania kobiety urodzonej w ciele mężczyzny – jej dążenie do zmiany płci rozbijało się o niezrozumienie lekarzy i urzędników. Mnie szczególnie się podobała opowieść o kobiecie krążącej nieustannie między Argentyną i Polską, która w żadnym z tych krajów nie potrafiła zagrzać miejsca i żyła wiecznie rozdarta pomiędzy wytęsknioną ojczyzną a zapewniającą stabilizację krainą za oceanem.
Wszystkie teksty znakomicie się czyta, życiowe historie wciągają, budzą oburzenie lub bawią, a każda z nich pokazuje jakiś mało znany wycinek peerelowskiej rzeczywistości – zabitą dechami prowincję, dom małego dziecka, turnus wczasowy, warszawski pigalak. Dla mnie było to uzupełnienie własnych wspomnień o tamtych latach, dla młodszych będzie to zetknięcie się z obliczem PRL-u, którego nie znajdą w podręcznikach historii, wycieczka do egzotycznego kraju, pełnego absurdów i nieznanych już dziś problemów, w którym jednak ludzie próbowali – mimo wszystko – żyć normalnie.

Za przesłanie książki dziękuję Wydawnictwu Krytyki Politycznej.

Tagi , | 15 Komentarzy

Sto głosów, sto opowieści

Lyn Smith, Holokaust. Prawdziwe historie ocalonych, tłum. Anna Puziewicz, Wydawnictwo RM 2011.

Sto głosów, sto opowieści. Każda inna, a jednak wszystkie podobne. Okruchy pamięci układające się w wielki fresk. Najpierw jasne kolory spokoju i bezpieczeństwa przedwojennego życia, w które wkrada się szarość pierwszych antysemickich ustaw i represji w Niemczech. Z chwilą wybuchu wojny obraz robi się coraz mroczniejszy – czernią rozpaczy i czerwienią bólu, z rzadka usiany perłowymi plamkami ludzkich odruchów, kiedy ktoś nakarmił, przechował, pomógł, dał szansę przeżycia. Zbliżające się wyzwolenie nieznacznie tylko rozjaśnia malowidło, gdyż jeszcze w ostatniej chwili – a i już po wojnie – tysiące umierały, najpierw w niekończących się marszach śmierci w panicznej ucieczce przed nadciągającymi aliantami, a potem z osłabienia i braku odpowiedniej opieki. Pochłonięta po latach głodu tabliczka czekolady wręczona przez amerykańskiego żołnierza mogła zabić.
Lyn Smith zebrała sto relacji ocalonych z Holokaustu, ale także ich przedwojennych sąsiadów, współwięźniów z obozów koncentracyjnych, wyzwolicieli – żołnierzy armii alianckich, przedstawicieli organizacji humanitarnych, którzy już po wojnie zajmowali się ludzkimi cieniami. Poukładała je chronologicznie, tworząc kronikę Holokaustu, ukazując pogardę i napiętnowanie, głód i choroby, wreszcie precyzyjną machinę zabijania i okoliczności, w jakich nielicznym udało się uniknąć śmierci. Wspomnieniom towarzyszą komentarze historyczne, które tworzą tło dla wstrząsających historii z gett, obozów, fabryk i kryjówek.
Szczególne wrażenie robią opowieści z chwil zaraz po wyzwoleniu. Widok więźniów i warunków, w jakich wegetowali, przyprawiał o szok nieświadomych skali zbrodni Anglików czy Amerykanów. „Nigdy nie widziałem tam lecącego ptaka” – podsumował swe odczucia brytyjski saper, który uczestniczył w grzebaniu zwłok w obozie Bergen-Belsen. Masie zobojętniałych na wszystko więźniów należało zapewnić nie tylko jedzenie i opiekę medyczną, ale przede wszystkim przywrócić poczucie człowieczeństwa. Niekiedy przypadkiem odkrywano na to wyjątkowe sposoby: do obozu w Bergen-Belsen przysłano, być może pomyłkowo, transport... szminek. „Nie wiadomo, kto prosił o szminki – stwierdził brytyjski szeregowy z korpusu medycznego – ale był to przejaw czystego geniuszu. [...] Kobiety leżały w łóżkach bez koszul nocnych i prześcieradeł, ale z czerwonymi ustami. [...] Dzięki tym szminkom ludzie poczuli się jednostkami”. Jednak to odzyskane człowieczeństwo okazywało się nader kruche, a powrót do normalnego życia był niełatwy. Jeszcze trudniejsze było uporanie się ze wspomnieniami traumatycznych przeżyć, w które niemal nikt nie chciał uwierzyć i o których nikt nie chciał słuchać. Często nawet małżonkowie i dzieci nie znali wojennych losów swych najbliższych. Dopiero po latach wielu ocalonych zebrało dość sił, by się otworzyć i opowiedzieć swe historie. Dzięki temu powstała ta książka. Nie jest to lektura łatwa, ale dzięki skali wykorzystanych materiałów pomaga – oczywiście w stopniu dostępnym dzisiejszemu człowiekowi – ogarnąć wzrokiem piekło Holokaustu.

Za przesłanie książki dziękuję Wydawnictwu RM.

Tagi , , | 14 Komentarzy

Grzech pierworodny Francji Vichy


Robert O. Paxton, Francja Vichy. Stara gwardia i nowy ład 1940–1944, tłum. Jacek Lang, Bukowy Las 2011.

Klęska Francji w wojnie z Niemcami w 1940 roku wywołała ogromny wstrząs – w całej Europie, ale przede wszystkim w samej Francji. Do Francuzów, przekonanych, że są obywatelami mocarstwa, dotarła bolesna prawda – ich kraj był nieprzygotowany do wojny, źle rządzony i słaby. Gniew i frustracja musiały znaleźć ujście i skierowały się przeciwko zmurszałemu gmachowi III Republiki. Nieudolna republika została zdyskredytowana, a na jej gruzach pojawił się bohater z czasów I wojny światowej, wybitny dowódca gotów wprowadzić Francję w nową epokę. Marszałek Philippe Petain chciał zbudować Francję silniejszą, zjednoczoną, ożywianą duchem narodowym – i miał poparcie większości swych współobywateli. Państwo Francuskie – nowy twór ze stolicą w Vichy i Petainem na czele – narodziło się w lipcu 1940 roku i od początku było, jak stwierdza Paxton, obciążone grzechem pierworodnym. Zamiast po prostu ograniczyć się do pomocy swym obywatelom w przetrwaniu ciężkich czasów, miało zapoczątkować rewolucję narodową i stało się synonimem kolaboracji i zdrady. Szczególnie czarną kartą w jego dziejach jest antysemicka polityka nowych władz, włącznie z ich haniebnym udziałem w deportacjach Żydów na wschód.
Praca Roberta O. Paxtona jest już klasycznym, znakomitym studium skomplikowanej historii Francji Vichy. Autor, wykorzystując liczne źródła, stara się pokazać wszystkie aspekty dziejów Państwa Francuskiego – od okoliczności powstania, poprzez warunki funkcjonowania, rozwiązania ideologiczne aż do powojennych rozliczeń z twórcami i przywódcami oraz spuścizną Vichy. Paxton jest wnikliwy i obiektywny, nie szafuje pochopnymi opiniami, nie oskarża i nie ocenia – dowodzi, że historia nie jest czarno-biała, że istnieje wiele odcieni pośrednich. Książka po raz pierwszy ukazała się na początku lat siedemdziesiątych i wzbudziła we Francji wiele kontrowersji – kwestia wojennej kolaboracji z Niemcami i oceny Petaina i jego reżimu nie należała do tematów chętnie poruszanych, a amerykański badacz bezwzględnie rozprawił się z wygodnymi, głoszonymi szczególnie przez zaangażowanych w działalność reżimu Vichy polityków, opiniami (choćby z tą, że władze Państwa Francuskiego wykonywały jedynie polecenia Niemców). Praca Paxtona w dużym stopniu przyczyniła się  we Francji do pogłębienia zainteresowania niedawną przeszłością i przywrócenia jej odpowiednich proporcji. To przykład znakomitego warsztatu badawczego, poza tym książka jest świetnie napisana (bardzo dobry jest też polski przekład). Nie jest to dzieło dla wszystkich, jego głównymi odbiorcami mieli być historycy, szczerze je jednak polecam również miłośnikom historii najnowszej.

Za przesłanie książki dziękuję wydawnictwu Bukowy Las.

Tagi , | 11 Komentarzy
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Obserwatorzy

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.