Fatalny poniedziałek komisarza Palmu


Mika Waltari, Błąd komisarza Palmu, tłum. Sebastian Musielak, Wydawnictwo Literackie 2011.

Oszałamiająca liczba publikowanych skandynawskich kryminałów każe się zastanawiać, czy ten literacki boom jest wynikiem dojścia po stuleciach do głosu genów wikińskich przodków, spragnionych palenia, plądrowania, gwałcenia, a nade wszystko wypruwania wnętrzności, czy też stanowi po prostu cyniczną próbę zrobienia majątku przez autorów i wydawców, którzy pozazdrościli Mankellowi i Larssonowi.
Być może w poszukiwaniu korzeni kryminalnych upodobań pisarzy z Północy nie musimy cofać się aż do czasów wikingów, a jedynie do przełomu lat trzydziestych i czterdziestych XX wieku, kiedy to powstał cykl powieści o helsińskim komisarzu policji Fransie Palmu. Jego autor – Mika Waltari – zasłynął później znakomitymi książkami historycznych. Egipcjanin Sinuhe zepchnął w cień komisarza Palmu.
Błąd komisarza Palmu to drugi tom cyklu (o pierwszym, Kto zabił panią Skrof?, pisałem w innym miejscu), a ta część potwierdza klasę Waltariego jako twórcy zagadek kryminalnych. Jest jesienny poniedziałek. W eleganckiej dzielnicy Helsinek, w luksusowej willi, dochodzi do nieszczęśliwego wypadku. Milioner i playboy Bruno Rygseck poślizgnął się na mydle w łazience, uderzył tyłem głowy o brzeg basenu i znalazł się pod wodą. Mimo długotrwałej reanimacji zmarł. Pozornie komisarz Palmu nie ma tu nic do roboty, ale kilka rzeczy przykuwa jego uwagę i przekonuje, że jednak doszło do morderstwa. W domu, jak na dość wczesną porę, znajduje się zadziwiająco dużo gości, którzy dziwnie niechętnie mówią o powodach swoich odwiedzin.  Stopniowo wychodzą na jaw rozmaite mętne fakty, w piwnicy znienacka zostaje odkryty znany pisarz w towarzystwie pięknej kobiety, a najbardziej podejrzany jest oczywiście lokaj denata.
Podobnie jak w tomie pierwszym, o śledztwie opowiada nam stażysta Toivo Virta, który zdążył nabrać już nieco doświadczenia, a nawet wydać powieść opowiadającą o poprzedniej sprawie komisarza Palmu. Młody funkcjonariusz wciąż jest zwolennikiem wykorzystywania psychologii w dochodzeniu, podczas gdy Palmu tradycyjnie wierzy w logikę i kojarzenie faktów. Gromadka kłamliwych świadków pogarsza jego i tak już fatalny nastrój, nie szczędzi więc im i swemu asystentowi złośliwości, a na dodatek wpływowa rodzina zmarłego próbuje manipulować komisarzem.
Jednym słowem, klasyka gatunku. Zagadka jest niełatwa do rozgryzienia, galeria bohaterów zróżnicowana, choć nieco sztampowa, główny śledczy zaś z upodobaniem odgrywa nieudacznika, by zmylić podejrzanych, a potem spada na nich niczym orzeł. Niemłody i tęgawy, ale z umysłem niczym brzytwa. Książka skrzy się sarkastycznym humorem, zwroty akcji trzymają w napięciu, tylko Helsinek mało. Waltariemu wystarczała jednak dobrze obmyślana intryga kryminalna i nie musiał wdawać się w analizy problemów fińskiego społeczeństwa w międzywojniu. Nie powiem, żeby mi tego jakoś szczególnie brakowało, bo najbardziej lubię kryminały bezpretensjonalne.

Tagi , . Pobierz permalink. RSS dla tego wpisu.

24 odpowiedzi do: Fatalny poniedziałek komisarza Palmu

  1. Sądząc po zawartości księgarnianych półek, to rzeczywiście Szwecja jest krajem kryminałem i zbrodnią płynącym (jak tak dalej pójdzie, tylko wybitnie odważni turyści się skuszą na wycieczkę :P). Muszę jednak przyznać, że do tej pory większość książek z "tego gatunku" podobało mi się. Jeszcze tej granicy pełnego nasycenia nie osiągnęłam, więc może i po tę książkę się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż dziw, że w tej Skandynawii jeszcze w ogóle ktoś mieszka, szczególnie mniejsze miejscowości powinny być już całkowicie wyludnione:)

      Usuń
  2. Moja mama zaczytywała się Waltari w drugiej polowie ubiegłego wieku. To chyba jeden z nielicznych prawie zapomnianych autorów, który ma swoje kolejne 15 minut ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, ja też się nim zaczytywałem w drugiej połowie ubiegłego wieku:) Moim zdaniem wcale nie jest zapomniany, taki Sinuhe jest ciągle wznawiany, dobrze że teraz odkurza się bardziej zapomniane powieści.

      Usuń
    2. Druga połowa ubiegłego wieku to szmat czasu ;) Jeśli chodzi o moją mamę to mam na myśli, że czytała to w latach 60/tych. Tylko mi nie napisz, że Ty też...

      Usuń
    3. Nieeee, ja trzydzieści lat później:P

      Usuń
  3. Ale dlaczego zapomnianych, Sinuhe jest bardzo znany!

    Komisarza Palmu bardzo chcę poznać, bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja poznałam komisarza i również gorąco polecam :) Dorzucam też wyrazy uznania dla tłumacza, czyta się po prostu świetnie.

      Usuń
    2. Agnes: no halo, napisałem tylko, że Sinuhe przyćmił Palmu, a nie że sam jest zapomniany. Bo nie jest, sam niedawno czytałem:D

      Usuń
    3. Duchowa; w końcu nie ma to jak przekład z oryginału, faktycznie niezły:)

      Usuń
  4. Za ten wikiński wstęp należy Ci się pręgierz. Wiesz jak trudno doczyścić klawiaturę z czekoladowego "Grześka"? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooo, rozśmieszyłem Bazyla, rozśmieszyłem Bazyla, lalalala:) Teraz przynajmniej wiesz, co czują Twoi czytelnicy:P

      Usuń
    2. Frustrację z racji upaćkanego sprzętu komputerowego? :P

      Usuń
    3. Z powodu spodni zalanych herbatą i monitorów oplutych kawą:P

      Usuń
    4. Obaj panowie jesteście winni i powodujecie mało powabne parsknięcia na ekran mojego laptopa. Jak go w końcu zaleję kawą, to się upomnę o partycypację w kosztach naprawy! Co do samych książek, muszę się zapoznać z tymi kryminałami.

      Usuń
    5. Ja tu jestem tylko skromnym naśladowcą:) Ale może kiedyś pokuszę się o napisanie recenzji a la Bazyl:D

      Usuń
    6. Pacz Bazylu, powoli stajesz się wzorcem :D

      Usuń
    7. I na dodatek nie ma szans, żeby wzorcowi (dwa metry) dorównać:DD

      Usuń
  5. Ciszej, ciszej, bo mnie postawią w Sèvres :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stałbyś sobie w gablocie i wzorcował, a pensja w euro by leciała:P

      Usuń
    2. I kto by Ci wtedy wpisywał te wszystkie komentarze kompletnie od czapy? :D

      Usuń
    3. Myślę, że w Sevres też jest internet, a komórki byś sobie nie dał odebrać:P A może i laptopa nawet przemycił do gablotki:)

      Usuń

Swoje komentarze proszę zostawiać na nowej stronie bloga: http://zacofany-w-lekturze.pl/, tam na pewno na nie odpowiem.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Obserwatorzy

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.