„Mali wiekiem, lecz dojrzali cierpieniem”



Weronika Hort (Hanka Ordonówna), Tułacze dzieci, Państwowy Instytut Wydawniczy 1990.

Zachowane nagrania i filmy – jak twierdził Jerzy Waldorff – nie dają pojęcia o talencie i charyzmie Hanki Ordonówny, wielkiej gwiazdy Dwudziestolecia. „Tułacze dzieci”, wydane w Bejrucie w 1948 roku, dają natomiast pojęcie nie tylko o jej talencie pisarskim, ale przede wszystkim o wielkim sercu, odwadze i determinacji, dzięki którym udało się Ordonównie, a właściwie Annie hr. Tyszkiewiczowej, i jej mężowi uratować kilkaset polskich dzieci od poniewierki, głodu, chorób i śmierci, jakie czekały na nie w Związku Radzieckim.
Dokładniej poznajemy losy tylko kilkorga z podopiecznych Tyszkiewiczów: Krzysztofa, wywiezionego ze Lwowa wraz z obcymi ludźmi, Kaziuni, pięciolatki, która pociągami podróżowała przez całą Rosję, Józka Czynczyka, sześciolatka, który uratował troje swojego rodzeństwa. Historie innych polskich sierot były podobne: deportacja, utrata rodziców, choroby, głód, poniewierka, kradzieże, żeby przeżyć, stała czujność, żeby nie dać się złapać, zbić, zamknąć w sierocińcu. Małych tułaczy ich polscy opiekunowie musieli odkarmić, odwszyć, umyć, ubrać, wyleczyć, ale przede wszystkim zapewnić im poczucie bezpieczeństwa. Nie było to łatwe; radzieccy funkcjonariusze wszystkich szczebli obiecywali pomoc, zwodzili, kłamali, byle tylko nie zapewnić dachu nad głową, transportu, żywności, opału. Ileż siły i determinacji wymagało ich wywalczenie; codziennie należało lawirować między biurokratami i przedstawicielami NKWD, tracić czas, siły i nerwy. Ewakuacja przez Persję do Indii sprawiła, że skończyły się problemy z żywnością i odzieżą, ale zaczęły inne: z niezdrowymi miejscami zakwaterowania, z bezmyślnością „charytatywnych pań”, które nie potrafiły pojąć, co przeszły i czego potrzebują pokrzywdzone dzieci, wreszcie z samymi wychowankami. Należało ich uczyć nie tylko abecadła, ale i tego, że już nie trzeba robić zapasów sucharów i chować się na widok munduru. Że można się śmiać i bawić, że ma się obowiązki, ale i prawa. Można mówić i śpiewać po polsku, modlić się i opłakiwać utraconych najbliższych, a przede wszystkim marzyć o powrocie do Polski.
Hanka Ordonówna po wojnie.
Ordonówna prosto i bezpretensjonalnie opowiada o rzeczach tragicznych, trudnych i poruszających. Czasem tylko, w momentach szczególnie wzruszających, potrąca jakąś bardziej patetyczną nutę, jak przy opisie pierwszej wigilii w Indiach, kiedy do wszystkich dotkliwie dotarł ból sieroctwa. Wtedy dzieci „zaczęły zapalać świeczki na choince, nie jak na święto Bożego Narodzenia, lecz jakby w Dzień Zaduszny na grobach ukochanych”. Ciekawe, jak potoczyły się losy „małych wiekiem, lecz dojrzałych cierpieniem”: Krzysia, Kaziuni, małych Czynczyków. Czy wrócili do Polski, odnaleźli krewnych, czy może na zawsze zostali „tułaczymi dziećmi ze spalonych wsi i zbombardowanych miast”?

Tagi , , . Pobierz permalink. RSS dla tego wpisu.

29 odpowiedzi do: „Mali wiekiem, lecz dojrzali cierpieniem”

  1. Jestem jednym z masy ludzi, dla których Ordonka to przede wszystkim "Miłość ci wszystko wybaczy". Lektura zapisana, oby nie na święte nigdy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś przypada 110 rocznica urodzin Ordonówny, tak jakoś rocznicowo wyszło. Ja pamiętam ją głównie ze "Szpiega w masce", nie było to wielkie przeżycie filmowe.

      Usuń
  2. Jakieś 15 lat temu miałam tzw. "fazę" m.in. na Ordonównę (choć nie wiem, czy w dużej mierze nie dzięki genialnym tekstom jej piosenek, a nie dzięki niej samej). Wtedy też sporo czytałam o jej życiorysie, w tym o tym, co robiła dla dzieci. Do tej książki jakoś nie dotarłam. Z tego co piszesz zdaje się, że pisanie też jej całkiem nieźle wychodziło?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, nieźle. Prosto, konkretnie, przejmująco, szkoda, że nie zdążyła napisać nic więcej.

      Usuń
  3. Niedawno kupiłam wydaną w Anglii książkę "Dzienniczek Karolinki" Karoliny Bilińskiej, której rodzina została wywieziona na Syberię, potem był pobyt na Bliskim Wschodzie i sierociniec w Indiach. Jeszcze nie czytałam. Właśnie sprawdzałam w indeksie, Ordonówny nie ma, ale losy tej dziewczynki zapewne zbliżone są do tego, co działo się z podopiecznymi Tyszkiewiczów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może wyjechała z inną grupą, udało się ewakuować sporo polskich dzieci, które potem rozesłano po świecie. Najbardziej egzotyczne miejsce to chyba Masindi w Ugandzie.

      Usuń
    2. Z mapki zamieszczonej w książce wynika,że Karolinka wracała do Europy przez Afrykę, płynęła Kanałem Sueskim.

      Usuń
    3. Taką trasą mogła wracać z różnych miejsc, od Południowej Afryki do Indii. Ostatnio ukazało się sporo wspomnień "tułaczych dzieci", np. Kiedy Bóg odwrócił wzrok Wiesława Adamczyka.

      Usuń
    4. Po wieloletnim milczeniu mogą w końcu opowiedzieć o tym, co je spotkało, a to często trauma, z którą nie poradziłoby sobie wielu dorosłych.
      Ciekawa jestem, czy u nas wydano coś na temat losów osieroconych dzieci hiszpańskich wywiezionych do Rosji. Wspominałeś, że w tym opracowaniu na temat wojny domowej, które czytałeś, ten wątek był właściwie pominięty.

      Usuń
    5. Normalnie w końcu skończę tę historię wojny domowej i sprawdzę, co tam się działo.

      Usuń
    6. Z góry dzięki za wszelkie informacje.

      Usuń
  4. Ordonka okazała się nie tylko dobrą artystką (wierzę na słowo Waldorffom i innym), ale i "pięknym człowiekiem". Życiorys wyjątkowo filmowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, aż dziw, że nikt go nie sfilmował.

      Usuń
    2. Jest film ze Stalińską w roli Ordonki, ale mało udany.

      Usuń
    3. Masz na myśli "Lata dwudzieste, lata trzydzieste"? Ja go bardzo lubię akurat, chociaż Szpicbródka lepszy.

      Usuń
    4. Nie, "Miłość ci wszystko wybaczy".
      A "Lata..." też lubię. Zresztą film o Ordonce też przeważnie oglądam.

      Usuń
  5. Chyba "Miłość ci wszystko wybaczy". Nie oglądałam, 108 minut z Dorotą Stalińską raczej przekracza moje możliwości. Szkoda, że film nieudany, bo obsada przednia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym zapomniałem, nie mam pojęcia, czy widziałem, majaczy mi, że tak. Stalińska znakomita w Krzyku, mógłby ją nawet jako Ordonkę obejrzeć:)

      Usuń
    2. W "Krzyku" i paru innych filmach była dobra, tu moim zdaniem chyba reżyser pomylił się w obsadzie. Najbardziej przeszkadzał mi jej głos, choć piosenki śpiewa ktoś inny (chyba Banaszak).

      Usuń
    3. No głos Stalińska faktycznie ma mało subtelny, Ordonka operowała ponoć "głosikiem niemal dziecięcym":)

      Usuń
    4. Bodajże Boy pisał o tym jej dziecięcym głosiku, który wykształciła do tego stopnia, że w dobie przedmikrofonowej był doskonale słyszalny w największych salach koncertowych. ;-)

      Jaram się całym międzywojniem, a Ordonka jest jednym z tego międzywojnia symboli - lubię ją i lubiła będę zawsze bardzo.

      Na marginesie wspomnę, że niedawno czytałam zbiorek opowiadań Kowalewskiego "Światło i lęk". Bohaterką jednego z tychże opowiadań była panna Emilia, naczelniczka poczty zakochana w Michale Tyszkiewiczu i planująca romans z nim pod nosem Ordonówny. Urocze. ;-)

      Usuń
    5. To nie Boy pisał, tylko Jerzy Waldorff:) Ale Boy też ją cenił i wspominał w swoich recenzjach. Czy pan Michał w tym opowiadaniu uległ pannie Emilii?

      Usuń
    6. Ha, właśnie zastanawiałam się, który z nich i postawiłam na Żeleńskiego. ;-)
      Nie, cała zabawa polegała na tym, że panna Emilia znała li i jedynie głos pana Michała, bo obsługiwała także centralę telefoniczną. Flirtowali sobie trochę podzczas przełączania rozmów i Emilia pomyślała, że na romansie z nim będzie mogła dużo zyskać. Tyszkiewicz zapowiedział, że przed Wielkanocą wpadnie do niej na pocztę. Emilia spodziewała się namiętnego pocałunku, a dostała... kosz ryb na świąteczny stół. ;-)

      Usuń
    7. To opowiadanko z zaskakującym zakończeniem:)

      Usuń
  6. Neidawno nabyłąm, widziałąm, że czytasz, więc czekałąm, aż przetestujesz, czy to nie gniot jakowyś:). Ale widze, że jest wporzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo w porzo:) Na dodatek to reprint, więc ma uroczą ortografię:)

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że nie równie uroczą, jak mój komentarz (tak to jest, jak się stuka jednym palcem patrząc w inną stronę).

      Usuń
    3. Nie jest źle jak na patrzenie w inną stronę:P

      Usuń

Swoje komentarze proszę zostawiać na nowej stronie bloga: http://zacofany-w-lekturze.pl/, tam na pewno na nie odpowiem.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Obserwatorzy

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.