Gitane’y, etylizm i dziewczęta






Sylvie Simmons, Serge Gainsbourg, tłum. Ewa Penksyk-Kluczkowska, Marginesy 2012.

Dla Francuzów jest legendą, wielkim skandalistą, twórcą niezliczonych piosenek wykonywanych przez największe francuskie gwiazdy, reżyserem i aktorem. Dla reszty świata jest autorem i wykonawcą jednego przeboju, wyśpiewanego – czy raczej wyszeptanego z towarzyszeniem westchnień i jęków swojej wieloletniej miłości, Jane Birkin. W 1969 roku „Je t’aime moi non plus” wywołało falę zgorszenia i uwielbienia, stając się znakiem rozpoznawczym artysty, którego biografię czyta się jednym tchem.

Syn żydowskich emigrantów z Rosji, od dzieciństwa obcował ze sztuką; jego ojciec był muzykiem, miał też talent malarski. Serge, a właściwie jeszcze Lucien, fascynował się surrealistami i też chciał zostać malarzem. Po raz pierwszy kochał się z dziewczyną w czarnym salonie Salvadora Dalego, wśród prac przyjaciół wielkiego ekscentryka. Niepewny, czy sztuki piękne rzeczywiście są jego powołaniem, uczył się też w szkole muzycznej. Paryż usłyszał o nim w 1954 roku, gdy napisał piosenki dla Juliette Greco, muzy egzystencjalistów. Wtedy narodził się Serge Gainsbourg.

Jak sam mówił, w jego życiu trzy elementy – papierosy, etylizm i dziewczęta – tworzyły trójkąt równoboczny. Gitane’ów bez filtra do końca życia wypalał po sześćdziesiąt dziennie; podczas komponowania zasnuwała go chmura dymu. Pić nauczył się w wojsku i stopniowo popadał w coraz głębszy alkoholizm. Dziewczyny zaś przyciągała jego „piękna brzydota”, jak to ujęła Marianne Faithfull. Przeżył namiętny romans z Brigitte Bardot,  potem przez wiele lat był związany z Jane Birkin. Dla kobiet, które kochał, pisał piosenki.
Jane Birkin i Serge Gainsbourg.

Jako muzyk był wizjonerem, którego pomysły wyprzedzały epokę – niegdyś niedoceniane, dziś inspirują młodych wykonawców. Pierwszy, na przykład, we Francji nagrał płytę reggae. Znalazła się na niej przeróbka „Marsylianki”. Jego specjalnością były teksty: obsceniczne, przewrotne, prowokacyjne, pełne gier słów. Seks, autodestrukcja, śmierć, a nawet nazizm to tylko część ich tematów. Szokującej twórczości towarzyszył starannie podtrzymywany wizerunek artysty przeklętego, ekscentryka; służyły temu wywiady, skandaliczne wypowiedzi, reżyserowane przez Gainsbourga filmy, śmiało epatujące nagością, styl życia. Za tą fasadą krył się jednak człowiek nieśmiały, wrażliwy i delikatny.

Książka Sylvie Simmons to znakomity portret nieprzeciętnej, fascynującej postaci, o której z miłością wypowiada się Jane Birkin, a z uznaniem liczni współpracownicy. Cytaty z wywiadów i tekstów Gainsbourga przeplatają się z fragmentami artykułów prasowych i anegdotami. Styl jest barwny, jędrny, autorkę z rzadka tylko ponosi skłonność do piętrzenia określeń, które być może brzmią błyskotliwie po angielsku, jednak przełożone na polski wydają się niezręczne albo niezbyt zrozumiałe. Kolejne etapy życia i kariery Gainsbourga ilustrują okładki płyt i zdjęcia z kobietami jego życia. I tylko podkład muzyczny trzeba sobie zapewnić we własnym zakresie.


Za przesłanie książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

Tagi , , . Pobierz permalink. RSS dla tego wpisu.

42 odpowiedzi do: Gitane’y, etylizm i dziewczęta

  1. dzieje Serge'a to doskonały dowód ze do powodzenia u kobiet zupełnie niepotrzebna jest uroda ;). Książka pożyczona czeka już prawie od roku, o Serge'u obejrzałam do tej pory dwa filmy: kiczowaty biograficzny z pacynka z wielkim nochalem w roli głównej i niezły dokumentalny, ze szczegółową historią jego życia erotycznego. Cóż, na pewno nie był to nudny facet.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nudny na pewno nie, może trochę męczący na co dzień, bo miał swoje obsesje:) Też się długo zabierałem do tej książki - bo czytanie o facecie znanym mi z jednej piosenki wydawało się dziwactwem. A potem się z trudem odrywałem. Autorce udało się utrzymać proporcje między skandalami i seksem a twórczością.

      Usuń
  2. Z dokumentu wynikało ze bywał nieznośny, zwłaszcza gdy trochę dłużej tkwił w związku. Choć tak właściwie o tzw osobach trudnych z reguły dobrze się czyta. Znacznie gorzej się z nimi przebywa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jane Birkin nie mogła, na przykład, znieść tego, że w domu nie wolno było tknąć najdrobniejszej rzeczy. Rozstała się z Serge'em, a mimo to dbała o niego do końca jego życia.

      Usuń
  3. widocznie na odległość łatwiej się go kochało ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest to wykluczone:) W tej kwestii kobieca opinia wskazana, więc czytaj:)

      Usuń
  4. Przeczytam, zwłaszcza ze pożyczka już się zrobiła długoterminowa i wypada książkę oddać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na oko książka pokaźna, ale na jedno, dwa porządne przysiądnięcia:)

      Usuń
  5. Ten czarny salon niewątpliwie odcisnął się na nim niezmywalnym piętnem (o ile sobie tego nie wymyślił).
    Co zaś do muzyki - wydanie książki bez płyty to fatalne niedociągnięcie. Słuchając Gainsbourga sama mam zazwyczaj ochotę zanurzyć się w oparach i dymach, więc gdyby tak odpowiednio dobrać utwory, można by przekształcić zwykłą biograficzną książkę w rzecz mocno interaktywną!:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dali ponoć faktycznie miał salon obity karakułami, Gainsbourg potem urządził własne mieszkanie wyłącznie w czerni:)) Do interakcji dobra byłaby strona internetowa, szkoda że przez sieć nie można rozpylać zapachów - nutka dymu z gitane'ów zwiększyłaby wrażenia odbiorcy:)

      Usuń
    2. Całe mieszkanie w czerni to zdecydowana przesada; Dali miał nieporównywalnie lepsze wyczucie!:P
      Jeśli zaś chodzi o rozpylanie dymu, to ten z gitanes'ów mógłby okazać się zabójczy (przynajmniej dla mnie); wolę wersję z muzyką i własną wyobraźnią (a w sprzyjających okolicznościach przyrody nawet z samodzielnym wytwarzaniem oparów i dymów, a co tam!:P)

      Usuń
    3. Czy mogę wniknąć, z czego ewentualnie byś wytwarzała te dymy i opary? Oby nie z wypalanych traw, bo wiesz, różne stworzonka nie mają szansy uciec.

      Usuń
    4. :D Nie, nie, ma się rozumieć, że los stworzonek jest mi bliski! Miałam na myśli raczej małą, kameralną produkcję, opartą na użyciu towarów objętych akcyzą:P

      Usuń
    5. No jak kameralnie, to nie krępuj się:P

      Usuń
    6. Nie zamierzam, ale na razie muszę zrobić sobie przerwę, bo ostatnimi dniami zajmowałam się głównie tym właśnie i czuję się jakby zmęczona...

      Usuń
    7. No tak, nadużywanie produktów akcyzowych bywa męczące :D

      Usuń
    8. Wystarczy spojrzeć na Gainsbourga - jak przez to wychudł, biedaczek, a jak nos mu urósł! Nie, stanowczo, czas na powrót do stateczności (a Skarb Państwa niech też sobie poradzi bez moich datków!:P)

      Usuń
    9. No akurat Skarbowi Państwa każdy datek się przyda, więc nie bądź taka rygorystyczna:D

      Usuń
    10. Skoro nie masz litości dla mojego portfela, to zlituj się choć nad nosem!:P

      Usuń
    11. Nosa Ci na NFZ nie powiększą, musiałabyś prywatnie dopłacać, więc nie naciskam. Skarb Państwa by nic z tego nie miał:D

      Usuń
    12. A kto go tam wie, może wprowadziliby jakiś podatek od ponadgabarytów, albo co? Poza tym, ja wspomogłam już wystarczająco, teraz dam się wykazać innym. Możesz być pierwszy, nie krępuj się!:P

      Usuń
    13. No dobra, to w ramach wspierania zatankuję jutro do pełna :P

      Usuń
  6. Sposób na karierę nad Sekwaną: fajki, alkohol i łut szczęścia w postaci francuskiego kanonu męskiego piękna, który objawia się w szczególności w postaciach takich jak Gainsbourg, Belmondo, Cassel czy Sarkozy. Babki na takich lecą jak widać, i to jakie babki! Cóż, wypada mi zatem zacząć pić i palić na potęgę, a później tylko bilet do Paryża i voila! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę Ci torpedować planów, ale oprócz papierosa w ustach i wielkiego nochala trzeba mieć chyba wrodzony "animal magnetism":)) Jeśli jednak jesteś szczęśliwym posiadaczem tej cechy, to trzymam kciuki za powodzenie:)

      Usuń
    2. MaRcinie, na Twoim miejscu zrobiłabym wcześniej też małą próbę wokalną. Głos, głos! (fenomenu Sarkozy'ego czy Cassel'a nie rozumiem, ale Gainsbourga czy Brela - jak najbardziej!)

      Usuń
    3. Jaki głos? Serge sobie szemrał do mikrofonu po prostu, a zresztą teraz technika poszła do przodu jeszcze bardziej niż w czasach afery z Milli Vanilli:PP

      Usuń
    4. Proszę mi tu nie deprecjonować Twórcy, który zresztą umilał mi wczoraj cały wieczór (dzięki za przypomnienie o nim!). Spróbuj sam poszemrać, choćby w sposób wspomagany i dopiero potem pogadamy:P

      Usuń
    5. Ja tak z czystej zawiści, bo nawet szeptem fałszuję :D

      Usuń
    6. @momarta - i teraz mi o tym mówisz?! Teraz, kiedy w kieszeni mam już bilet do Paryża!

      Usuń
    7. Jak rozumiem, oznacza to że przez ostatnie dni z zapałem realizowałeś dwa pierwsze punkty planu?:PP Jeśli tak, to leć, leć - z pewnością dzięki temu nabrałeś już artystycznej chrypki i wszystko pójdzie jak z płatka!

      Usuń
  7. Niestety, na dłuższą metę tryb życia lekko rujnujący, wystarczy porównać zblazowanego amanta na okładkowym zdjęciu z panem z filmiku. :( Jak na mój gust ten "animal magnetism" ciut przerysowany, ale oczywiście rozumiem entuzjazm pań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre kobiety lubią niegrzecznych chłopców:) Amant na okładce miał koło czterdziestki, w młodości wyglądał tak.

      Usuń
    2. Nie chodzi mi o niegrzeczność, a o objawy zmęczenia życiem. :) Według mnie wersja okładkowa ciekawsza niż młodzieńcza.

      Usuń
    3. A tośmy się nie dogadali. Image młodzieńczy faktycznie mało wyrazisty, dopiero Jane Birkin dopracowała detale kreacji:)

      Usuń
  8. Pod względem urody z pewnością mógłby stawać w szranki z Belmondo.;)
    Fajnie się o nim czyta, fakt, ale wytrzymać byłoby trudno. Aż trudno uwierzyć, że SG był człowiekiem nieśmiałym, wrażliwym i delikatnym.;)))

    Widzę, że Winterson jednak Cię zaintrygowała.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale od Fernandela jednak urodziwszy:) Gainsbourg taki właśnie był, nawet jeśli Jane Birkin jest trochę nieobiektywna. Przez lata nie występował na żywo, bo paraliżowała go trema.
      A Winterson rzeczywiście intrygująca i chyba ją wolę w tej wersji dojrzalszej. Ale nie będę chwalił książki przed końcem:)

      Usuń
    2. Fakt, Fernandel bije oby panów na głowę.;)
      Chyba trudno być obiektywnym wobec człowieka, z którym się było mocno związanym. Obojętne, czy to kochanek czy matka - tak mi się wydaje.;)

      Usuń
    3. Trudno o obiektywizm, ale tu nie tylko Birkin tak zeznawała, więc coś w tym było.

      Usuń
  9. czytałem tą książkę. bardzo mi się podobala. kupiłem ją przez przypadek, w księgarni z tanią książką. też zwróciłem uwagę na trójkąt równoboczny. dobrze, że nie był równoramienny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy on właśnie był równoramienny, tylko ja się machnąłem przy wpisywaniu:)Zdaje się, że to kobiety stanowiły krótszy bok tego trójkąta.

      Usuń
  10. rownoboczny byl https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash4/704207_530617826956548_459251883_o.jpg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Normalnie zwoje mózgowe mi dymią:) Przez chwilę zwątpiłem w swoją zdolność do czytania ze zrozumieniem:P Odkręcam.

      Usuń

Swoje komentarze proszę zostawiać na nowej stronie bloga: http://zacofany-w-lekturze.pl/, tam na pewno na nie odpowiem.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Obserwatorzy

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.