Wyścigi w starej prasie: Derby warszawskie 1913 roku


Ponieważ mamy pierwszą niedzielę lipca, na służewieckim torze o godz. 16.15 rozpocznie się najważniejsza gonitwa sezonu, czyli Derby. Mimo znaczenia tej gonitwy dla hodowców i właścicieli koni oraz miłośników wyścigów, nie możemy liczyć na to, że w prasie ukaże się coś ponad ogólnikowe wzmianki. Inaczej bywało sto lat temu, gdy gazety szczegółowo rozpisywały się o tym wydarzeniu, chociaż, jak wynika z cytowanego niżej sprawozdania „Kuriera Porannego” z 2 czerwca 1913 roku, niekoniecznie reporterzy skupiali się na rywalizacji na bieżni.
Co za tłok! Korytem ulicy Kaliksta sunął nieprzerwany łańcuch powozów, dorożek, automobilów, koczów etc... zaś po chodnikach tej ulicy płynęły dwa gęste, jak kisiel, strumienie pieszej publiczności. Woźni, stojący u bram pola wyścigowego, świecili się od potu, bowiem podejmowali pracę nad siły zwyczajnych śmiertelników. 
Słońce zrazu spoczywało za firanką chmur, ale po niedługim czasie zapewne źle widząc morze eleganckich warszawian, rozdarły firankę raptownie i ozłociło przemiłem spojrzeniem trybuny główne, trybuny niegłówne i toalety pań... co za toalety! 
Sportowcy kategorji najkarniejszej przybyli na derby w cylindrach i czarnych anglezach, z lornetkami na czarnym rzemieniu, w lakierkach, z laskami, z garścią biletów totalizatorowych w urękawiczonej dłoni. W sercu pieścili nadzieję wygranej, w oczach manifestując wielkobrytański lód. Sportowcy-dandy, czyli gentlemani-indywidualiści, coś w rodzaju anarchistów towarzyskich, zjawili się nie w haute forme, nie w przepisanym mundurze cywilnym, ale w kostjumach, że tak powiem, niezależnych. Były tu więc i granatowe marynarki, i szare, i zielonkawe, i bronzowawe, były tu i rozmaite, świetne w gatunkach, nakrycia głowy: kapelusze miękie i słomkowe. No... i była trzecia kategorja gentlemanów, gentlemanów nieco pod względem szyku zaniedbanych. Ci najnamiętniej oddawali się grze totalizatorskiej. 
Panie wyglądały uroczo. Mieniły się tropikalną rozmaitością barw swoich szat, szalów i pończoszek w kostkach. Nad polem, zajętem przez publiczność, unosił się szum rozmów. Zapytywano o znajomych i o nazwiska pań, których toalety zwracały szczególną uwagę. Ktoś uczynił spostrzeżenie, że niezbyt licznie jest na derbach reprezentowana arystokracja. Ktoś drugi dosyć złośliwie odpowiedział, że arystokracja teraz woli siedzieć w czterech ścianach. Różne, zaiste, są sporty...! [...] 
Specjalny delegat naszej redakcji notował piękniejsze toalety pań. Czytajcie poniżej. Nasze urocze panie prawie wspanialej się ubierają dla wyścigowego konia niż dla włoskiego tenora. Szczęśliwy koń! Doprawdy, dobrze jest być w naszem społeczeństwie koniem!
Elegantki na torze w Longchamps, 1912 r.
***
Jak zwykle „Derby” jednocześnie jest przeglądem letnich tualet. 
Sądząc z wczorajszych tualet, sezon obecny niema żadnych uprzywilejowanych barw, gdyż tualety mieniły się od najróżnorodniejszych kolorów, tak pastelowych, jak i ciemnych, a nawet czarnych. Zwłaszcza dużo jest noszonych czarnych płaszczów, które koniecznie muszą być zrobione z jedwabnych tkanin, a skrojone podług ostatniej mody, tj. u dołu z przodu otwarte. 
Na kapeluszach stosunkowo mało kwiatów, natomiast pióra strusie ciągle nie przestają być modne. Przybranie kapeluszy iluzją, tiulem lub wstążkami jest rzadsze.
Zazwyczaj damy z loży członkowskiej imponowały przepychem biżuterji. Obecnie nie wiele jej się widzi, najwyżej jeden sznurek pereł otacza szyję — natomiast egret, fermoirów, brosz, przypinek itp. prawie że się nie używa. 
Jedną z piękniejszych tualet miała Stanisławowa ks. Lubomirska. Suknia jedwabna perłowego koloru, stanik przybrany różową materją; płaszcz z lekkiej tkaniny niebieskiej w pasy, duży czarny kapelusz okolony białemi piórami strusiemi.
Karolowa hr. Skarbkowa miała suknię jedwabną ciemną, kapelusz z czerwonemi strusiemi piórami; szal gronostajowy.
Józefowa Iżycka była w tualecie z różowej mieniącej się lekkiej materji; szal z tej samej tkaniny, co suknia; toczek czarny.
Hr. Nierodowa była w sukni białej u dołu haftowanej „en relief” w kwiaty; takie same kwiaty kolorowe na staniku. [...]
Michałowa Tabęcka była w sukni popielatej, stanik miała w złote stare desenie i koronki; kapelusz ze złotej słomy.
Margrabina Eliza Wielopolska była w sukni z bronzowej materji pokrytej jedwabnemi haftami na „crepe de chine”, płaszcz pluszowy z gronostajowym szerokim kołnierzem i takiemi samemi mankietami. [...]

Suknie letnie 1913 rok.
I teatralne sfery były licznie reprezentowane. Toalety, jak zwykle, naszych pań z teatru
odznaczały się gustem i pomysłowością.
Marcello-Palińska była w toalecie jedwabnej koloru perłowego, miała duży kapelusz z czarnej iluzji.
Lucyna Messalówna miała piękna toaletę koloru piaskowego, przybraną koronkami weneckiemi, oryginalnego kroją żakiet czarny, tegoż koloru kapelusz z rajerami.
Wojciechowa Brydzińska była w jedwabnej białej spódniczce, pokrytej gazą, miała żakiet tegoż koloru z jedwabiu w deseń, kapelusz słomkowy, przybrany dużą różą i tiulem.
Helena Sulima była w kostjumie białym wełnianym w drobne paseczki, miała kapelusz i żakiet dowcipnie przybrane w polne kwiaty.
Marja Pawińska miała białą jedwabną spódniczkę, stanik długi we wzorzyste kwiaty, kapelusz z lila słomy.
Marja Tracikiewiczówna była w jedwabnej sukni koloru orange, pokrytej przezroczystą białą gazą i przybrana koronkami, kapelusz w tym samym kolorze, co suknia, przybrany paradiesami.
Antonina Leszczyńska była w toalecie ciemnolila, miała żakiecik swobodnie skrojony i przybrany białemi koronkami, kapelusz biały z bogato przybrany rajerami.
***
Dzień walki o „błękitną szarfę” Warszawy odbył się w warunkach mało zajmujących, gdyż udział w spółzawodnictwie wzięły tylko dwie stajnie, najpotężniejsza w Państwie stajnia młocińska pp. Łazarewów i Wł. ks. Lubomirskiego. Każdej z tych stajni stanęło do startu po 2 konie. Jak to łatwe było do przewidzenia, dwa pierwsze miejsca zdobyły konie łazarewowskie, przy dość słabym rekordzie, bo wygrano w czasie 2 m. 43¾ s., gdy ub. roku Gajda, Białobłockich przy mniej pomyślnym torze pobiła Irona, Groga. Dargot i Izadorę w 2 m. 40½ s. o 2 dług. [...]
Dzięki sprzyjającej pogodzie osób na „turfie” było niezwykle dużo, o wiele więcej niż lat poprzednich, gdyż chwilami tak się tłoczono, iż trudno się było dostać do trybun. Loże wszystkie zajęte; nawet w trybunach członkowskich tym razem nie było przestronno. 
Ponieważ oprócz ostatniej gonitwy, koni prawie że nie wycofano, gra również była ożywiona, a totalizator francuski był czynny aż w dziewięciu biegach. [...]
Całe sprawozdanie można znaleźć na stronie 100lattemu.pl. Tamże dokładny opis najmodniejszych sukien letnich.

A tu jeszcze przedsmak dzisiejszej rywalizacji:


Tagi , , , . Pobierz permalink. RSS dla tego wpisu.

30 odpowiedzi do: Wyścigi w starej prasie: Derby warszawskie 1913 roku

  1. Zakładasz cylinder i lakierki, czy zaliczysz się do "gentlemanów nieco pod względem szyku zaniedbanych"? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lokaj glansuje lakierki, cylinder już wyczyszczony:) Mimo tego stroju zamierzam "najnamiętniej oddawać się grze totalizatorskiej" :P

      Usuń
    2. To dużych wygranych życzę :)

      Usuń
  2. Nie ma jak dawnych wspomnień czar :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż się rozmarzyłam czytając o dawnych świetnościach. Aż z chęcią przeniosłoby się w czasie.

    OdpowiedzUsuń
  4. To ja poproszę taki duży kapelusz z czarnej iluzji! Doprawdy, szczęśliwe konie, że widziały takie tualety!:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A iluzja ma być ze strusim piórem czy wstążką?

      Usuń
    2. Mam wrażenie, że iluzja jest zamiast czegoś, także zamiast piór i wstążek, ale jeśli miałoby to poprawić poziom doznań wśród koni, to poproszę i strusie pióra, i dużo wstążek, a na deser - kwiaty!:P

      Usuń
    3. Kwiaty to chyba na deser dla zwycięskiego konia? Chociaż on by pewnie wolał pęczek marchwi :)

      Usuń
    4. Oczywiście, że o deser dla konia chodziło! Pęczek marchwi też dałoby się pewnie wkomponować w całość; nie wiem tylko jak koń zniesie fakt, że wszystko będzie owiane woalem iluzji?:P

      Usuń
    5. Sprytny konik spożyje marchewkę, nie tykając woalu, i jeszcze się o cukier w kostkach upomni :D

      Usuń
    6. Ciekawe, czy potem beknie z uciechy, czy raczej zarży żałośnie, doświadczając boleśnie na własnym żołądku, że może i można żyć iluzją, ale najeść to się nią nie da:(

      Usuń
    7. Marchewka przecież iluzoryczna nie będzie, chyba że zamierzasz okantować niewinne zwierzątko :P

      Usuń
  5. Kurka, plotek z początku ubiegłego wieku, jako żywo. A w co byli ubrani dżokeje czy choćby słowo o koniach to pies? A propos, macie w stolycy wyścigi psów? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ani wyścigów psów, ani walk kogutów... A dżokeje zwykle ubrani są w kolory stajenne, koń zaś, jaki jest, każdy widzi:P

      Usuń
    2. To może choć tańczącego niedźwiedzia? A o konia do oglądania, to i we wiosce coraz trudniej :(

      Usuń
    3. U nas na wsi się wczoraj dwa kucyki przy drodze pasły :D

      Usuń
    4. To bardziej wiejska wieś niż nasza :) Choć kłóciłbym się czy kuc to koń :P

      Usuń
    5. Cztery kopyta i ogon, znaczy koń:P

      Usuń
    6. Krowy Cię pozwą za obrazę :)

      Usuń
    7. Krowa to ma cztery kopyta, ogon i rogi, różnica oczywista :P

      Usuń
    8. Osioł ma uszy :P Coś kolega dociekliwy dziś :D

      Usuń
    9. Sugerujesz, że koń nie ma? :P

      Usuń
    10. Eeee, tego się nie robi koledze, panie dziejku :P

      Usuń
  6. O jejku, ale super, obywali się bez fotek tualet, wszystko wiadomo!

    OdpowiedzUsuń
  7. Obywali się też bez fotek koni, obawiam się :(

    OdpowiedzUsuń

Swoje komentarze proszę zostawiać na nowej stronie bloga: http://zacofany-w-lekturze.pl/, tam na pewno na nie odpowiem.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Obserwatorzy

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.