Skarbiec wiedzy dziwnej, cz. 2: O kumysie





Wilhelm z Rubruk był zakonnikiem z wykształceniem uniwersyteckim. W roku 1252 wyruszył do Mongołów, zapewne w celach misyjnych. Pozostawił szczegółową relację ze swej wyprawy, pełną też informacji o obyczajach i życiu codziennym Mongołów. W jednym z rozdziałów Opisu podróży zajął się wykorzystaniem nabiału.

Rozdział IV
W jaki sposób robią kumys
 
1. Ów kumys, to jest kobyle mleko, przygotowuje się. w następujący sposób: rozciąga się długi sznur ponad ziemią przy wiązany do dwóch słupów wbitych w ziemie:. Do tego sznura przywiązuje się koło godziny trzeciej [ok. dziewiątej rano] źrebięta kobył, które należy wydoić. Wtedy matki stają obok swoich źrebiąt i pozwalają się spokojnie wydoić. A jeżeli jakaś z nich jest nazbyt dzika, wówczas człowiek bierze źrebaka i przystawia go, dając mu trochę possać, potem zabiera go, a jego miejsce zajmuje dojarz.
 
Dojenie klaczy jako temat mongolskiego malarstwa. 
2. Zebrawszy wielką ilość mleka, które jest tak słodkie jak krowie, gdy jest świeże, wlewają je do wielkiego bukłaka, czyli wora skórzanego, i zaczynają bić go kawałkiem drewna specjalnie do tego przygotowanym: jest on w dolnej części grubości ludzkiej głowy i wydrążony od środka. Zaraz jak tylko rozpoczną bić mleko, zaczyna się ono burzyć jak młode wino i kwaśnieć, czyli fermentować. Biją je dotąd, póki nie wytrąci się. masło.
 
3. Wówczas próbują kumys, a kiedy jest umiarkowanie ostry, piją go. Szczypie on język jak wino rape [młode wino przemieszane ze schłodzonym świeżym moszczem, lekko gazowane], w chwili, gdy sieje pije, a po przełknięciu zostawia na języku smak mleczka migdałowego. Powesela on serca ludzkie, a słabsze głowy doprowadza do upojenia. Jest też wielce moczopędny.
 
Destylacja kumysu, połowa XIX wieku.
4. Robią oni także kara-kumys, to znaczy czarny kumys, na użytek wielkich panów, w następujący sposób. Kobyle mleko nie zsiada się. Jest bowiem regułą, że nie zsiada się mleko żadnego zwierzęcia, w żołądku płodu którego nie ma podpuszczki. W żołądku źrebaka nie ma jej, zatem kobyle mleko nie ścina się. Biją więc mleko tak długo, póki wszystko, co gęste, nie opadnie na dno, tak jak męty w winie; to, co czyste, zostaje na górze i jest jak serwatka albo biały moszcz. Męty, które są całkiem białe, daje się sługom, których usypiają. To, co przejrzyste, piją panowie, jest to napój bardzo słodki i pobudzający.
 
5. Batu ma wokół swego obozowiska trzydziestu ludzi rozrzuconych o dzień drogi, z których każdy codziennie przynosi mu takiego mleka od stu kobył – czyli co dzień ma mleko od trzech tysięcy kobył – poza mlekiem, które przynoszą mu inni. Jak bowiem w Syrii wieśniacy dają trzecią część owoców, tak Tatarzy muszą zanosić na dwory swoich panów kobyle mleko dojone w każdy trzeci dzień.
 
6. Z mleka krowiego najpierw zbierają masło. I gotują je aż do pełnego wygotowania, potem składają je w żołądkach baranich, które przechowują w tym celu. Nie dają do masła soli, które mimo to, z uwagi na długotrwałe gotowanie, nie psuje się. Trzymają je na zimę. Pozostałości z mleka po zebraniu masła zostawiają, żeby skwaśniały, tak bardzo jak to możliwe, a potem gotują je. Ścinają się one w trakcie gotowania. Taki twaróg suszą na słońcu – staje się on tak twardy jak żużel po wytopie żelaza – i zostawiają w workach na zimę. W trakcie zimy, gdy brak im mleka, wkładają ów ostry twaróg, który sami zwą grut, do bukłaka i zalewają ciepłą wodą, potem biją mocno, póki nie rozpuści się w wodzie, która z jego powodu robi się całkiem kwaśna, tę wodę piją zamiast mleka. Strzegą się pilnie, by nie pić czystej wody.

Wilhelm z Rubruk, Opis podróży, tłum. Mikołaj Olszewski, Wydawnictwo Marek Derewiecki 2007, s. 82–84.

Tagi , , , . Pobierz permalink. RSS dla tego wpisu.

30 odpowiedzi do: Skarbiec wiedzy dziwnej, cz. 2: O kumysie

  1. "Powesela on serca ludzkie, a słabsze głowy doprowadza do upojenia. Jest też wielce moczopędny." - czy naprawdę za wszystkie przyjemności trzeba płacić? :)Znane powiedzonko "Wszystko, co w życiu najlepsze, jest nielegalne, niemoralne, albo tuczące" proponuję rozszerzyć o moczopędność. :)
    Punkt szósty z barnimi żołądkami to już hardkor, nie polecam czytać przy śniadaniu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten świat jest, jak wiadomo, padołem łez, więc nie można się bezkarnie poweselać i upajać:P
      A żołądki zwierzęce mają nader uniwersalne zastosowania, weźmy swojski salceson.

      Usuń
    2. No i jeszcze szkockie haggis! Uczniowie są zachwyceni przy omawianiu tekstu o urokach Szkocji, a tam jest bardzo drobiazgowy i działający na wyobraźnię opis składników. :P
      Abstrahując od uroków kumysu, którego chyba raczej nie skosztuję pod żadną postacią, nawet żużlu, bardzo mi się podoba obrazowy styl Wilhelma z Rubruk, świetnie się to czyta! To na pewno też zasługa tłumacza, ale trudno uwierzyć, że to zmurszały tekst z roku 1252. Rewelacja, pomijając fragmenciki wywołujące torsje. :)

      Usuń
    3. Nie dziwię się entuzjazmowi uczniów, wiadomo, że im coś bardziej obrzydliwego, tym zainteresowanie młodzieży większe.
      Wilhelm był znakomitym obserwatorem, który nie traktował Mongołów jak dziwadeł, więc opisy są rzeczowe i wnikliwe.

      Usuń
    4. Skąd pochodził Wilhelm? Rubruk kojarzy mi się jednoznacznie z Rumburakiem. :)
      Uczniowie byliby zachwyceni, gdyby ten temat został wzbogacony o warsztaty kulinarne. :)

      Usuń
    5. Najprawdopodobniej pochodził z dzisiejszego pogranicza Francji i Belgii, okolice St Omer.
      Myślę, że mimo zainteresowania obrzydliwościami uczniowie nie chcieliby się w nich babrać osobiście:)

      Usuń
    6. Kiedyś może w ramach obchodów dnia patrona Szkocji, świętego Andrzeja, eksperymentalnie zaproponuję, a potem na degustację zaprosimy grono pedagogiczne. :)

      Usuń
  2. Ciekawe, dlaczego czysta woda jest taka zła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wcale nie była taka czysta. Całe wieki ludzie unikali picia wody, bo wywoływała dolegliwości żołądkowe i rozmaite choroby, nikomu nie wpadło do głowy, że do picia nadaje się tylko przegotowana.

      Usuń
    2. A, bakterie. No jasne.

      Usuń
  3. Mam niejasne wrażenie, że misja Wilhelma Rumburaka (mam identyczne skojarzenie jak Lirael:P) była niekoniecznie pokutna i postna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkalujesz biedaka:) Poza tym, jeśli nie było akurat postu, to żadne przepisy nie zabraniały rozweselania się produktami fermentacji:P

      Usuń
    2. Zdaje się, że wtedy post był prawie zawsze. Ale oczywiście, cóż to za problem skorzystać z małej dyspensyjki, prawda?
      A z ciekawości, o jakich to ascetycznych praktykach Mongołów Wilhelm pisał najobszerniej?:P

      Usuń
    3. Posty w czasie podróży chyba nie obowiązują i dzisiaj?
      Mongołom asceza była obca:) Nie żałowali sobie więc ekstrawaganckich fryzur i ubiorów. Ale o tym innym razem:P

      Usuń
    4. Nie mam pojęcia, jak jest z postnymi zasadami, ale wydawać by się mogło, że pełen misjonarski sukces może osiągnąć tylko w pełni zaangażowany i przejęty gość. Najwyraźniej jednak to tylko jeden z szkodliwych mitów:P
      Czyżby część trzecia skarbca miała nosić tytuł "o irokezie"?

      Usuń
    5. Wilhelm sukcesów nie odniósł, może faktycznie za mało się angażował:)
      Trzecia część na pewno będzie równie wstrząsająca jak dwie poprzednie, ale nie mogę faworyzować Wilhelma, chociaż mnich:P

      Usuń
    6. Zważywszy na to, że do dziś najgoręcej fetowani są ci misjonarze, którzy skończyli w stanie rozczłonkowanym, pojęcie "sukcesu" można rozumieć co najmniej dwojako:P
      Rozumiem, że nie chcesz psuć napięcia, toteż nie będę dalej naciskać w celu uzyskania przecieku:)

      Usuń
    7. Zważywszy na to, że Wilhelm wrócił w jednym kawałku, to wręcz możemy mówić o klęsce:P
      W działalności blogowej suspens równie ważny, jak w dobrym thrillerze, więc proszę nie ciągnąć mnie za klawiaturę:)

      Usuń
  4. marko polo w"opisaniu świata"pisze o tatarach tak"...piją mleko kobyle,które
    tak dobrze umieją przyrządzić,że posiada właściwości dobrego białego wina...",co do żołądków to pisze tak"...opróżniają żołądek jakiegoś zwierzęcia,napełniają wodą,wkładają weń kawałki mięsa,które chcą ugotować,po czym stawiają na ogniu,i kiedy to ugotują,zjadają równocześnie mięso i ten kociołek..."

    OdpowiedzUsuń
  5. A wydawałoby się, że to nasza nacja potrafi ze wszystkiego robić rozweselacze "serc ludzkich" :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej dziedzinie panuje pełna równość: jedni z ziemniaków albo karbidu, inni z kobylego mleka albo kaktusów.

      Usuń
    2. Zdarza się też w tej dziedzinie multikulti, bo zdarzyło mi się pić ryżówkę wyprodukowaną chałupniczo w kraju nad Wisłą :P

      Usuń
    3. Szwagier właśnie niedawno wino ryżowe wykonał:)

      Usuń
    4. Jakby miał pod ręką karmiącą kobyłkę, to kto wie ... :P

      Usuń
    5. A teraz w spokoju czekamy na resztę cyklu, mając nadzieję na opisy coraz to ciekawszych używek :D

      Usuń
    6. Nie wiem, czy znajdę kolejne używki, ale będę się starał ze wszystkich sił :)

      Usuń
    7. W czymś był fajny tekst o maści czarownic opartej na bieluniu, ale zabij mnie, nie pomnę :(

      Usuń
    8. Nie będę Cię zabijał, tylko przypiekał pięty, aż sobie przypomnisz :D

      Usuń

Swoje komentarze proszę zostawiać na nowej stronie bloga: http://zacofany-w-lekturze.pl/, tam na pewno na nie odpowiem.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Obserwatorzy

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.